Zapalona wygięta zapałka na drewnianej powierzchni
Mama w świecie,  O życiu wszystko i nic

Cisza! Mama a wypalenie zawodowe

Mama za ciszą tęskni czasem, za milczeniem i bezruchem, odpoczynkiem chociaż w chorobie, samotnością i skupieniem na jednej rzeczy.

Ta parafraza książki z serii „Święci uśmiechnięci – św. Mikołaj” idealnie oddaje stan, w którym znajduje się czasami większość (wszystkie?) mam (czy tatusiowie też mają takie problemy?). Niezależnie czy pracujesz zawodowo, czy zajmujesz się domem – chcesz mieć czasami chwilę dla siebie. Zrobić siku w domu bez widowni. Wypić ciepłą kawę bez silenia się na kreatywność i wysłuchiwania ciągłego „Mamo, patrz!”. Usiąść na kanapie i bezmyślnie wgapić się w telewizję śniadaniową bez wyrzutów sumienia, że dwa małe łebki patrzą na nią razem z Tobą. Po prostu – cofnąć czas do okresu przed byciem mamą.

Czy to źle?

Wypalenie zawodowe. Coraz częstsza przyczyna długich L4 w pracy. Wydumane, czy nie – istnieje. Podobno najczęściej występuje w zawodach, w których ma się częsty i bliski kontakt z innymi ludźmi. A czy można wyobrazić sobie bliższy i częstszy kontakt niż ten między mamą a dzieckiem? 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Non stop. Rano, wieczór, we dnie, w nocy. Ktoś powie – trzeba cieszyć się chwilą, bo ona przemija i nagle budzimy się w domu z buntującym się nastolatkiem. Jak można jednak żyć zasadą „carpe diem”, kiedy jest się wyczerpanym emocjonalnie, fizycznie i duchowo człowiekiem?

Możliwe jest oczywiście lekceważenie symptomów i nadzieja, że samo przejdzie. Można na siłę się uśmiechać, przeglądać internet w poszukiwaniu ciekawych sposobów zajęcia maluchów i jak mantrę powtarzać, że „kiedyś to się zmieni.” Prawda jest jednak taka, że jeżeli sami nie przebudujemy swojego myślenia – nikt tego za nas nie zrobi. Metamorfoza sama się nie dokona. Frustracja będzie narastać, dzieci będą wkurzać, mąż – irytować… W końcu złość zmieni nam rysy twarzy i zamiast czerpania z życia pełnymi garściami – nie będziemy poznawać odbicia w lustrze.

Od czego zacząć? WRZUCIĆ NA LUZ…

To po pierwsze. Jeżeli dzieciaki raz na ruski rok spędzą dłuższą chwilę patrząc na bajki to ok. Świat się nie zawali. Jeżeli dzięki temu pomalujesz sobie paznokcie i da Ci to radość – warto. Raz – nie zawsze, dwa – nie wciąż. Kiedy zasady oglądania są jasne, a odstępstwa rzadkie – nie widzę problemu. Czasami mam wrażenie, że wszyscy dookoła tylko straszą rodziców tym, czy tamtym. Nie popadajmy w paranoję.

Nie musisz być zawsze wymalowana. Włosy nie zawsze muszą być umyte a nogi – ogolone. Perfekcyjna hybryda jest w cenie, ale niekiedy wystarczy lakier do paznokci za 5 zł 😉

Dzieciaki mogą od czasu do czasu używać grających zabawek – nie zabije to ich kreatywności i nie sprawi, że będą niemowami. Używasz pieluch wielorazowych, ale masz dość prania – ubierz pampersa, załóż ekopieluchę jednorazową. Chcesz być zero waste, ale nigdzie nie potrafisz kupić żwirku dla kota na wagę – kup ten w paczce, i tak pewnie robisz dużo dla planety!

Punkt numer dwa – zrób listę SWOICH priorytetów.

Przykład? Nie każdy ma w sobie zgodę na bałagan. Nie każdy musi pozwalać robić dzieciakom z kuchni pola bitwy. Oglądamy media społecznościowe, gdzie co rusz ktoś pokazuje, jak wspaniale rozwijają brudzące zabawy, jakie genialne jest wspólne gotowanie. Jak mantra powtarzane są słowa, że najważniejsze jest budowanie relacji i tworzenie wspomnień, nie czyste mieszkanie. I znów wali w nas poczucie winy. Bo co jest ze mną nie tak, że ja nie potrafię odpuścić. Hmmm… no nic 😉 Po prostu lubisz porządek i nie potrafisz odnaleźć się w chaosie. Spoko! Ja to rozumiem, mam tak samo. Czy moje dzieci przez to cierpią? Staram się, żeby tak nie było. Do brudzących zabaw rozkładam na pół pokoju ceratę. Dzieciaki twórczo szaleją na niej. Co się dzieje, jeżeli podłoga obok się zabrudzi? Ano nic. Ważne, że większość brudu zostaje w centrum, wystarczy złożyć i jest w miarę czysto. W kuchni też działamy razem. Dzieci wsypują, mieszają, miksują, wyrabiają… ale ciasto na mufinki do foremek wykładam ja 🤷‍♀️ Wychodzę z założenia, że lepiej trochę działania ograniczyć, niż brzydko patrzeć i gotować się od wewnątrz…

Trzy – stwórz sobie świat BEZ dzieci.

Mamy pracujące mają tutaj trochę łatwiej, bo wychodzą do pracy i wpadają w wir życia zawodowego. Chociaż urozmaicenie w postaci numerków w komputerze, paragrafów w kodeksach, czy marudzących klientów to słaba odskocznia, to jednak jest to jakaś podstawa. Kiedy siedzisz cały czas w domu dla zdrowia psychicznego MUSISZ mieć coś obok. Mamy pracujące POWINNY dysponować zajęciem innym niż praca i dom. A to wszystko – BEZ WYRZUTÓW SUMIENIA.

Miałam taką chwilę w życiu, kiedy jedynymi lekturami były poradniki dla rodziców. Jedynymi programami w tv były te o wychowaniu. Jedynymi stronami internetowymi były te o zabawach dla dzieci, chorobach, sposobach wzmacniania odporności… Samo w sobie – nic złego. Kiedy jednak dzieciowe tematy stają się całym światem to powinna zapalić się czerwona lampka. Przy takim podejściu w pewnym momencie zadasz sobie pytanie „Kim ja jestem?”. Jeżeli jedyną odpowiedzią będzie „Mamą” – oznacza to, że jest źle. Bo przede wszystkim trzeba być sobą. Chociaż mamą jest się całe życie, to jednak z coraz mniejszą intensywnością. Te małe brzdące, które teraz non stop wiszą przy Twojej nodze, już wkrótce pójdą do szkoły, wyjadą na studia, założą swoje rodziny… Chociaż nadal będziesz dla nich ważna, to już nie jedyna. Bycie „mamą” nie wystarcza. Wprawdzie to jedna z najważniejszych ról, ale zdecydowanie nie powinna być jedyną.

Dlatego nie miej wyrzutów sumienia, gdy wychodzisz bez dzieci. Przecież to nie jest tak, że cały czas je olewasz. Wyjście raz w tygodniu (a nawet i codziennie!) ich nie zabije. Tobie – pozwoli być wypoczętą mamą, dzieciom – zacieśniać więzi z innymi opiekunami (tatą, babcią, ciocią, sąsiadką, nianią…). Zrób sobie domowe spa – każdej kobiecie sprawia chyba przyjemność zadbanie o swoje ciało. Przeczytaj dobrą książkę NIE o macierzyństwie. Obserwuj w mediach społecznościowych kogoś poza guru od BLW, czy od snu dziecka, czy od rodzicielstwa bliskości… Stwórz swój DOROSŁY świat, bo przecież nie jesteś już dzieckiem! Mimo tego, że często jedynymi Twoimi towarzyszami jest młodzież poniżej 5. roku życia, a największym wyzwaniem intelektualnym dnia – ułożenie puzzli z 35 części.

Zgubienie siebie gdy dzieci są małe jest bardzo łatwe. Odnalezienie własnego „ja” na nowo zajmuje mnóstwo czasu i nie ma tu gwarancji sukcesu. Dlatego lepiej nie zatracić się w matczynym świecie.

Wydaje mi się, że chęć bycia kimś więcej niż mamusią to jeden z powodów wysypu blogów o macierzyństwie. Tak jest również i w przypadku tej strony 🙂 Zbudowały ją chęć posiadania czegoś swojego, robienia innych rzeczy niż zabawa ciastoliną i korki z resoraków. To wszystko połączone z ogromną sympatią do wyrażania siebie słowem pisanym.

Dziękuję, że jesteś tego częścią ☺️

komentarze 2

  • Ola

    Bardzo dziękuję za ten wpis, dał mi nieco poczucia, że nie jestem zła matką kiedy robię czasem coś dla siebie 🙂 pozdrawiam

    • Basia

      Cieszę się, że mogłam chociaż trochę wesprzeć Cię w trudnym czasie 🙂 Kontynuuj dbanie o siebie! I nie daj się głosom w głowie mówiącym, że samotne wyjście to zaniedbywanie dziecka i rodziny. Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *