Różowe róże na drewnianej ławce
Mama w świecie,  O życiu wszystko i nic

Dlaczego jesteś mamą?

Ostatnio to pytanie wciąż do mnie wraca. Dlaczego jestem mamą? Czy to było moje marzenie, czy może tak wypada? Czy każda kobieta realizuje się w tej roli?

Od maleńkości widzimy kobiety w roli matek. Pierwszą jest nasza mamusia – opiekuje się nami, przewija, uczy pierwszych słów, czyta… JEST. Potem pojawiają się koleżanki i koledzy a w tle – ich matki. Tak naprawdę w pierwszych etapach życia ogromna większość napotykanych przez nas kobieta – to matki. Jak więc mała dziewczynka ma widzieć inną przyszłość dla siebie? Zabawa w dom i opiekowanie się lalkowymi dzidziusiami jest dla niej zupełnie naturalne. Dopiero później okazuje się, że można spełniać się również w innych rolach. Jednak macierzyństwo wciąż i wciąż się gdzieś przewija.

Nigdy nie byłam dziewczyną, która na widok maluszków robiła słodkie oczy i zaczynała na wysokich tonach wygłaszać peany na cześć małych stópek.

Małe dzieci mnie przerażały. Noworodki wydawały się bardziej kruche niż chińska porcelana. Niemowlaki ze swoją pulsującą główką, ulewające pokarmem na kilometr, robiące kupki milion razy na dzień były zupełnie „niezachęcające”. Z dziećmi nieco starszymi można było się już w prawdzie dogadać, ale nigdy zabawa z nimi i wchodzenie w ich świat nie były dla mnie czymś naturalnym. Nigdy nie widziałam siebie w roli mamy. NIGDY. Z drugiej strony – zawsze zakładałam, że kiedyś tą mamą w końcu zostanę. I tyle. Na tym scenariusz się kończył. Ciążę sobie potrafiłam wizualizować. Poród – nieco mniej. A to, co po porodzie – to była zupełna pustka.

Kiedyś kobiety miały łatwiej. W rodzinach wielopokoleniowych i wielodzietnych zajmowanie się niemowlakami było zupełnie naturalne. Życie było bardziej oswojone, śmierć była łatwiejsza do zaakceptowania. Wszystko działo się razem. Były osoby do pomocy, była też praktyka. A jak wiadomo – doświadczenie to nieodzowny przyjaciel każdej młodej mamy. Koniec XX i XXI wiek pozbawiły kobiety tego ułatwienia. Rodziny 2+1, dziadkowie daleko i słowo niezależność na sztandarach utrudniły coś, co kiedyś było naturalne.

Macierzyństwo ma ostatnio słabą prasę. Dzieci są w wielkim świecie traktowane często jak ładna ozdoba na zdjęciach w kolorowym magazynie. W świecie „zwykłych zjadaczy chleba” maluch to często przeszkoda w samorealizacji i karierze. Ktoś, kto być może w pierwszym roku życia jest uroczy, ale im dalej w las – tym mniej słodki, a bardziej wymagający. „Pozbawiacz” odmienianej przez wszystkie przypadki wolności.

Dlaczego więc ktokolwiek decyduje się na posiadanie dzieci? Dlaczego ja (szerzej my – wszak to była również decyzja mojego męża) zdecydowałam się na maleństwo? Nasuwa mi się tylko jedna odpowiedź – NIE WIEM.

Macierzyństwo to najtrudniejsze z zadań, na jakie kobieta decyduje się w życiu. Rozkręcenie firmy, robienie kariery w korpo świecie, zdobywanie szczytów gór… To wszystko pikuś przy trudach napotykanych w matczynym świecie. Coraz bardziej świadome podkreślanego zewsząd wysiłku, pozbawione doświadczenia poprzednich pokoleń kobiety odrzucają myśl o sobie, jako mamie. Macierzyństwo jest odkładane na niezdefiniowane „kiedyś”. Na zostanie mamą nie ma dobrego czasu. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego. Najpierw czas na znalezienie dobrej pracy, potem fajnie by było trochę świata zobaczyć, później zakup mieszkania i spłata kredytu, po awansie ciąża?

Gdzie w tym wszystkim znaleźć czas na dziecko? I po co?

Brak umiejętności wyobrażenia sobie czegoś nie powinien wstrzymywać podjęcia decyzji (we wszystkich obszarach życia). Powodów, dla których zostajemy mamami jest czasami mnóstwo, a czasami brak jakiegokolwiek (jak było w moim wypadku 😉). Każda z nas ma swoją wizję życia. Bycie mamą czasami wydaje się syzyfową pracą – ugasi się jeden pożar i natychmiast wybucha drugi – jednak jest też pracą przynoszącą niesamowitą satysfakcję. Obecność dzieci wypełnia cały dom trudną do zdefiniowana radością. Życiem.

Macierzyństwo składa się z cudów. Cud poczęcia. Narodzin. Dorastania. Cud bezwarunkowej miłości.

Nie myślałam nigdy, że będąc mamą można poczuć taką pełnię. Bywa trudno. Są sytuacje, w których trzaśnięcie drzwiami to za mało. Jednak to tylko chwile, które mijają. Radość, która płynie z niewinnych oczu dziecka na widok mamy jest bezcenna. Wspólne posiłki, zabawy, rozmowy, czytanie książek, oglądanie bajek, poznawanie świata, leżenie na trawie, przytulaski, ufne spojrzenia… Nawet wędrówki ludów w nocy mają swój urok.

Zajęcie przez niektórych określane „piekłem kobiety” jest tak naprawdę czymś, co przynosi najwięcej spełnienia. Pokazywanie macierzyństwa jako niekończącej się i niewdzięcznej harówki to duża przesada. Ukazywanie go tylko w idealnych barwach to również przegięcie. Dzisiejszy świat lubi sensacje a prawdziwe macierzyństwo jest zupełnie niemedialne, bo skrajnie zwyczajne. Może właśnie to jest w nim najpiękniejsze? I jednocześnie najtrudniejsze? Bez blasku fleszy, często bez szacunku ze strony społeczeństwa. To szkoła cierpliwości i pokory. Tutaj nic nie dzieje się już i natychmiast. To projekt długoterminowy bez pewnego zakończenia.

Macierzyństwo zawiera w sobie od samego początku szczególne otwarcie na nową osobę; ono właśnie jest udziałem kobiety. W otwarciu tym, w poczęciu i urodzeniu dziecka kobieta odnajduje siebie przez bezinteresowny dar z siebie samej.

św. Jan Paweł II

Dlaczego jestem mamą?

Nie wiem, dlaczego zdecydowałam się na macierzyństwo. Nie umiałabym odpowiedzieć na to pytanie przed urodzeniem dzieci. Jestem mamą od ponad 4 lat. Mam dwójkę najbardziej niesamowitych dzieci świata. Umiałabym wymienić na poczekaniu mnóstwo rzeczy, których nauczyłam się dzięki temu i cech, które nabyłam lub rozwinęłam. Jednak nie to jest najważniejsze.

Jestem mamą dla i z miłości. Żaden sukces nie będzie zupełny bez tego uczucia. W macierzyństwie jest go mnóstwo. Polecam ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *