Mama w świecie,  O życiu wszystko i nic

Wielki Post – wielka cisza?

Katechizm Kościoła Katolickiego informuje, że Wielki Post to okres szczególnie odpowiedni dla ćwiczeń duchowych, liturgii pokutnej, pielgrzymek o charakterze pokutnym, dobrowolnych wyrzeczeń, jak post i jałmużna, braterskiego dzielenia się z innymi (dzieła charytatywne i misyjne). [KKK 1438] Czy da się jednak mówić o jakiejkolwiek medytacji, kiedy z pokoju obok dobiega ciągłe „mamusiuuuu!!!”? A kiedy wreszcie łapie się oddech (dziecko śpi) – nie ma się sił na skupienie i lectio divina?

Łatwo cieszyć się radosnym oczekiwaniem podczas Adwentu. Trudniej o skupienie na działalności Jezusa, która doprowadziła go na krzyż.

To żadna nowość – łatwiej czeka się na narodziny, niż na śmierć. Inaczej przeżywamy czas ciąży, inaczej czas zbliżającej się żałoby po śmierci kogoś bliskiego. Wielki Post to dla mnie najtrudniejszy czas roku liturgicznego. Łatwiej było, gdy byłam panną bez zobowiązań. Dysponowałam swoim czasem samodzielnie. Rekolekcje, wyjście na adorację, regularne uczestniczenie w wielkopostnych nabożeństwach – nie było to nic nadzwyczajnego. Systematyczność pomagała w odpowiednim przygotowaniu serca na Triduum Paschalne i radość Wielkanocnej Niedzieli.

Bycie mamą rodzi wiele komplikacji w chyba wszystkich dziedzinach życia. Tworzy również niemałe zamieszanie w sferze duchowej. Trzeba sobie od nowa poukładać kalendarz praktyk religijnych, nie zapominając o elastyczności (na wypadek choroby, braku opiekuna, niełatwych emocji przed samotnym wyjściem mamy…). Konieczne jest też wypracowanie w sobie tolerancji na to, że czas postu nie będzie pełen spokoju i zadumy.

Jeszcze w zeszłym roku miałam bardzo ambitne plany. Wielki Post równał się z moim osobistym nowym rokiem. Mnóstwo postanowień, z których… nic nie wypaliło. Noce były wyjątkowo nieprzespane i szybko pożegnałam się z wieczorną medytacją nad Pismem Świętym, bo zwyczajnie zasypiałam. Post o chlebie i wodzie w piątki okazał się niewykonalny – byłam zgryźliwa i nieprzyjemna dla otoczenia a o 16:00 pojawiały się mroczki przed oczami. Poranne wcześniejsze wstawanie i modlitwa, które miały dać dobry początek dnia, nie odbyły się ANI RAZU. Frustracja światem mnie przytłoczyła. Tym sposobem Zmartwychwstania w moim sercu nie doświadczyłam.

Zrobiłam porządny rachunek sumienia, dojrzałam, i poszłam po rozum do głowy 😉

„Wszystko staraj się wykonywać dla miłości Bożej: modlitwy, czytania, święte oficjum, jak i domowe lub pospolite obowiązki; ćwicz się również we wszystkich uczynkach miłości względem bliźnich, zarówno zdrowych, jak i chorych; i bądź pewna, że jeśli wykonując wszystko będziesz z myślą do Boga wzniesioną często powtarzała: <Panie, wszystko dla Twojej miłości>, wówczas nawet nie myśląc o tym, taką intencją będziesz się kierowała. Troszcz się najbardziej o to, aby serce twoje zawsze pałało miłością.

bł. Kamila Baptysta Varano

Prawdziwy post, według mnie, powinien przybliżać do Boga. Nie dojdziemy do Niego inaczej, jak przez osoby postawione w naszym życiu. Dlatego w tym roku mam jedno postanowienie. Być bliżej. Boga i ludzi. Tak, jak na to pozwolą czas i siły. Bez sztywnych reguł, jak np. msza św. co najmniej raz w tygodniu, Koronka do Miłosierdzia Bożego trzy razy na dzień i Droga Krzyżowa co piątek. Czy mój Bóg jest księgowym, czy miłosiernym Ojcem? Patrzy w księgi rachunkowe, czy w serce?

Bliskość wymaga wyciszenia. Zamierzam mocno ograniczyć media społecznościowe, szum telewizji i radia. Chcę skupić się na słuchaniu. Męża, dzieci, a jeżeli dosłyszę – również głosu duszy. Budowanie relacji rzadko wydarza się w zgiełku i chaosie. Na imprezie możemy się razem wyluzować, ale to cisza daje ukojenie. Może oczywiście przerażać, zwłaszcza jeżeli wpadamy w nią nagle po pełnej zajęć codzienności. Chcę ją jednak oswoić. Dla siebie, dla dzieci, dla całej naszej rodziny.

Będzie wspaniale, jeżeli uda mi się codziennie poświęcić 15 minut na lekturę Pisma Świętego, chwilkę na Koronkę i być może Różaniec. Do tego zamierzam w piątki wstrzymać się od nieustannego podjadania między posiłkami. Priorytetem będzie jednak uświęcanie codzienności.

Mam nadzieję, że z takim nastawieniem przygotuję się na radość zmartwychwstania. Po wyciszeniu nastąpi głośne i radosne „Chrystus zmartwychwstan jest…” I z mocą, na zewnątrz i (przede wszystkim) wewnątrz mnie wybrzmi: „Alleluja!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *