Komputer na biurku, wystająca ręka pisze na niej, wokół ikonki osób-kontaktów.
Mama w świecie,  O życiu wszystko i nic

Świat bez rad

Wyobraź sobie, że działasz według swojego rytmu. Podejmujesz niezależne decyzje, zgodne z indywidualnym, dokonanym przez Ciebie osądem sytuacji. Jeżeli masz ochotę poznać czyjeś zdanie – pytasz tę osobę, która nie jest dla Ciebie (raczej) kimś przypadkowym. Żyjesz swoim życiem, mierzysz się z konsekwencjami swoich postanowień. Nie sugerujesz się czyimiś życzliwymi sugestiami. Żyjesz po swojemu.

Tylko dwa światy???

W mediach społecznościowych mnóstwo jest speców, którzy mówią jak żyć. Pokazują blaski swojego życia, rzadko – problemy. Żeby zachować autentyczność często skrótowo prezentują cienie swoich wyborów, ale jest to podane w formie, która dla odbiorcy i tak jest atrakcyjna.

Jak to może wyglądać?

Mama wielodzietna z dziećmi w edukacji domowej. 10 kafelków o tym, jakie to życie razem jest piękne i usłane różami. Rodzeństwo się integruje i uczy współpracy na głębszym poziomie. Forma nauczania scala całą rodzinę a dzieci, bez stresów, zdobywają wiedzę chętnie i z uśmiechem na twarzy. 1 kafelek o tym, że „nie myślcie, że tu nie ma problemów. Dzisiaj logistycznie polegliśmy, mały nie przespał kolejnej nocy a starszaki zupełnie nie chciały współpracować.” Niby szczere, ale… Co widzisz bardziej? 10-kafelkową sielankę, czy krótką wzmiankę, że były komplikacje?

Albo z drugiej strony. Mnóstwo postów o tym, jak świadoma bezdzietność służy związkowi i ułatwia życie. Jak piękne wakacje można spędzić, gdy jedynym obowiązkiem jest wyprowadzenie ukochanego pieska na spacer. Biznes kwitnie a w domu czeka cisza, ład i porządek. W minimalistycznie urządzonym wnętrzu wszystko jest na swoim miejscu, a marmur koi lepiej, niż zieleń lasu. Dodatkowo jeszcze historia o tym, że dzieci brata, siostry, koleżanki są wspaniałe i zaspokajają potrzebę ewentualnego matkowania. I może jeden post, gdzieś wśród setki o tym, że „po co myśleć o starości, rozliczeniach z życiem i tym, co po mnie pozostanie. Raz się żyje!”. Co przebija się w tej relacji bardziej? Szczęśliwe życie, czy wątpliwości odnośnie podjętej decyzji?

Wszystkie te osoby przekonują, że nie chcą udzielać innym rad. Że każdy ma prawo do swoich decyzji. Jednocześnie dziwią się, że można inaczej.

Chcesz żyć niezależnie? Wyłącz media społecznościowe.

Jestem w trakcie eksperymentu, do którego zachęciła mnie książka „Cyfrowy minimalizm”. Z wielu mechanizmów, które opisuje autor zdawałam sobie sprawę. Manipulacja, algorytmy, tworzenie swoich baniek towarzyskich i informacyjnych – każdy świadomy użytkownik social mediów zdaje sobie z tego sprawę. Wydaje mi się jednak, że nie do końca wszyscy wiemy, jak bardzo dajemy sobą manipulować.

Czy świat jest tak bardzo czarno-biały jak w internecie? Może ludzie mają tak wyraziste charaktery? Czy tak odważnie krytykują innych? Czy każdy znajomy ma dokładnie te same zasady, podąża tą samą drogą? Odpowiedź jest chyba jasna. Na Facebooku, czy Instagramie (zapewne również i na innych platformach, jednak ja z nich nie korzystałam) szuka się osób, które mają podobne podejście. W ten sposób łatwo pozbawić się kontaktu z otaczającą rzeczywistością. Nie wierzysz? Wyłącz sobie dostęp do internetu na miesiąc. Nie połowicznie, ale na 100%. Dopiero wtedy jak na dłoni można zobaczyć, jak bardzo ten odrealniony świat wciągnął i jak trudno się od niego wyzwolić. Po tygodniu, dwóch, trzech zaczyna się cichutko przebijać indywidualny głos, któremu wreszcie pozwolono się uwolnić. Nie chodzi tu „tylko” o kontakt z Bogiem, który mówi w ciszy. Mam tu też na myśli dojście do tego, co w środku mnie samej.

Ile decyzji podjąłeś na podstawie tego, że ktoś coś powiedział?

Często słyszy się o tym, że rodzice nie powinni zbyt wiele radzić dzieciom, zwłaszcza tym dorosłym. Sporo (gdy ostatni raz logowałam się na IG) było pogadanek o tym, że ważniejsza jest umiejętność słuchania, niż doradzania. Jednocześnie te same osoby, zupełnie mnie nie znając, „delikatnie” sugerują, co robić. Nie tylko dzielą się swoimi patentami na zabawę z dziećmi, ale też wspominają, jak z nimi rozmawiać, gdzie posyłać do szkoły, czego unikać… Jestem pewna, że często dzieje się to nieświadomie (chociaż pewnie bywa tak, że to wyrafinowana manipulacja). Niewiele jest kont, które nikogo nie oceniają i nikomu nie doradzają, dzieląc się tylko swoimi doświadczeniami. Znana kucharka mówi mi, jaki jest właściwy styl zwracania się do „wyzwolonych dziewczynek”. Na koncie, które dotyczy zabaw z dziećmi widzę wpis o tym, jak wprowadzać dzieci w świat intymności… Znacie takie przykłady? Czy to jest fair?

Sama prowadzę konto na Instagramie. Biję się w pierś. Nie powinnam. Nigdy nie pokaże się w internecie złożoności swojego życia. To zawsze będzie kreacja. Tak – wiem, że na tym polegają media społecznościowe. Jednak ja się z tego wypisuję. Chcę słyszeć siebie tak, jak już się to dzieje (a jestem wylogowana dopiero od trzech tygodni!). Jestem spokojniejsza, pewniejsza siebie. Widzę wokół rodziców z krwi i kości, w pełnym wymiarze. Raz idzie im lepiej, raz gorzej – jak każdemu.

Myśl niezależnie

Chcemy, żeby nasze dzieci myślały samodzielnie i umiały korzystać z technologii oferowanych w XXI w. Wiem, że najlepiej działa przykład. Ja wybieram drogę, która zakłada przebywanie więcej w świecie offline, a tylko sporadycznie online. Jestem pewna, że świadomość zagrożeń, ale też wiedza o oczywistych korzyściach płynących z mediów społecznościowych, pozwoli każdemu ustalić najlepszy szlak dla swojego domu.

Książkę „Cyfrowy minimalizm”, która zachęciła mnie do bardziej świadomego korzystania z mediów społecznościowych i internetu w ogóle możesz kupić tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *