Jeszcze zatęsknisz…
… czyli o słowach pocieszenia dla młodych mam, które nie działają.
Pamiętam ten czas bardzo wyraźnie (zresztą nadal w pewnym sensie w nim trwam). Małe dzieci, ja zmęczona i niewyspana. Mam dość – tak po prostu. Jestem wkurzona, że siedzę zamknięta w domu bo wyjście z takimi maluchami jest ponad moje siły. Mój świat to nasze mieszkanko i plac zabaw, ewentualnie najbliższa okolica. Czas upływa na karmieniu, zmianie pieluch, czytaniu wciąż i w kółko tych samych książeczek i rozpoczynaniu miliona aktywności, z których żadna nie jest kończona. Krótko mówiąc – chaos, zarówno fizycznie wokół mnie, jak i w głowie. W tym wszystkim zewsząd jestem atakowana jednym, kluczowym hasłem. Mianowicie…
„Zobaczysz – jeszcze za tym zatęsknisz!”*
Czy zastanawialiście się kiedyś jak potężny ładunek emocjonalny niosą ze sobą te słowa?
Ilekroć je słyszałam zaczynałam się zastanawiać: „co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie potrafię się tym cieszyć? Czy to naprawdę najlepszy etap? To co mnie czeka później??”. Lawina myśli, tysiące uczuć, często zupełnie niewspierających. Wiem, jest mnóstwo kobiet, które lubią czas niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. Wiem też jednak, że nawet te najbardziej zakochane w małych stópkach miewają etapy, kiedy po prostu są zmęczone. Ja z kolei jestem osobą, która chociaż swoje dzieci kocha nad życie, to jednak etap początkowy traktuje jako konieczność, którą trzeba pokonać, by poznać się tak naprawdę 😉 Nie zachwycałam się zapachem maluszka, bo moje sporo ulewały. Nie rozkoszowałam się karmieniem, bo ten rodzaj bliskości był dla mnie zwyczajnie nieprzyjemny a zbyt dużo dotyku mnie zupełnie rozregulowuje. Dodatkowo chodzę permanentnie niewyspana, do czego myślałam, że się przyzwyczaiłam, ale jednak nie 😉 Wiem, że nie jestem jedyna. Chociaż wiele kobiet się tego… wstydzi.
Dwie skrajności.
Macierzyństwo ostatnio jest lansowane albo jako zrujnowane życie, albo jako idylla. Dziecko albo niszczy matkę/małżeństwo/relacje i to, co dla kobiety ważne, albo daje wyłącznie miłość, spełnienie i waniliowy zapach wokół. Czy przesadzam? Wystarczy spojrzeć na wpisy w mediach społecznościowych. Mało tam wyważenia. Wiem – skrajności się sprzedają. Tylko to powoduje, że mnóstwo kobiet zderza się z brutalną rzeczywistością (jeżeli w ogóle na dziecko się decyduje), która nijak się ma do pięknych rolek z rzewną muzyką i wzruszającym wpisem, których pełno w sieci.
Jak może się poczuć taka zmęczona, przebodźcowana mama, gdy spotyka się z tekstem „ciesz się chwilą – dzieci rosną”? Wszyscy wokół trąbią o tym, że to najpiękniejszy etap, a mnie się nie udaje. Jestem do niczego. Inni potrafią lepiej w te klocki. Niszczę siebie, niszczę dziecko.
Jesteśmy różni.
Wydaje mi się, że ta prawda rzadko wybrzmiewa. Nie tylko w przestrzeni publicznej, ale też w indywidualnych rozmowach. Ja mam tak, ty możesz mieć inaczej. U mnie karmienie piersią się sprawdziło, ale przecież butla też jest ok. Nie wyobrażam sobie spania bez maluszka obok, ale fajnie, że u Ciebie udało się go tak wcześnie wyprowadzić do swojego pokoju. Lubię pampersy, jednak pieluchy wielorazowe też mają wiele zalet.
Place zabaw, klubiki malucha, telewizja, internet… Ludzie podają swoje prawdy jako jedyne właściwe rozwiązanie, które sprawdzi się u każdego. To za proste! Jesteśmy złożonymi jednostkami, gdy pojawia się maluszek – stopień skomplikowania rośnie. Okazuje się, że to, że koleżanka mądrzy się na temat rodzicielstwa bliskości, jego zalet i tego, jak pięknie u niej w domu to gra nie znaczy, że i u mnie to się uda. Nie ma jednej dobrej metody na katar, z którym przecież każdy w mniejszym lub większym stopniu boryka się od dzieciństwa. Żadna metoda wychowawcza nie sprawdzi się w 100% w każdym domu – za dużo zmiennych.
Podsumowanie?
Słowa mają moc. Nie zawsze o tym pamiętam. Mam wrażenie, że świat również nie chce się z tym pogodzić. Łatwo rzucać oskarżeniami (nawet tymi ubranymi w troskę), trudniej jest potem się z nich wycofać. Nietrudno jest używać uogólnień, zapominając przy tym jednocześnie jak bardzo bolesne mogą być dla stron.
Co robię, kiedy sąsiad skarży się na niewyspanie i dziecko, które cały czas płacze? Nie każę mu się tym cieszyć. Przypominam tylko delikatnie, że to etap. Minie. Czy będzie mu tego brakowało? Szczerze wątpię. Czy będzie o tym pamiętał? Z biegiem czasu zleje mu się to pewnie w jedno wspomnienie, które będzie podsumowane „mało spaliśmy”. Wydaje mi się, że na trwałe zostaną w nim momenty dobre, pierwsze kroki i słowa, uśmiechy, ufność malucha, radosne oczka i przytulaski… A może nie?
„Strzeżcie się gadulstwa, gdyż wypędza ono z duszy święte myśli i skupienie się na Bogu”.
— św. Doroteusz
Na koniec warto wspomnieć, że pocieszeniem „jeszcze za tym będziesz tęsknić” często raczą osoby, które swoje niemowlaki już dawno albo wypuściły z domu, albo mają młodzież w wieku nastoletnim. Aż samo się nasuwa „zapomniał wół jak cielęciem był” 😉
*Nie zakładam złej woli osoby mówiącej takie słowa. Chcę po prostu zwrócić uwagę na to, że warto się zastanowić, czy utarte zwroty mające dodać otuchy nie wyrządzają więcej szkody niż pożytku.
Owsianka nocna na kilka sposobów
Pokora w macierzyństwie
Zobacz również
Rozmodlona mama…
30 stycznia 2024
Włącz światło! Czyli jak wyrwać się z ciemności.
23 kwietnia 2022