Pokora w macierzyństwie
… czyli o instamatkach moje przemyślenia.
Zaczyna się od pieluch – wyłącznie wielorazowe, ewentualnie super eko. Później rozszerzanie diety – żadnych papek, tylko BLW. Jeżeli jakiekolwiek zupki – to oczywiście domowe i jedzone przez niemowlaczka samodzielnie. Zabawki – rozwijające Montessori. Bajki? Najlepiej jak najpóźniej i wyłącznie klasyczne, nie żadne tam nowości. Otoczenie tylko piękne, w rytmie muzyki klasycznej, ewentualnie pięknie nagranych piosenek dla dzieci. Edukacja? Tylko domowa. Rodzeństwo? Jak najbardziej! Bo chociaż teraz jest ciężko, to wyobraź sobie siebie za 20 lat zasiadającą do stołu wigilijnego z dorosłymi pociechami i wnukami. Wszystko przy kominku, w blasku świec, z lnianym czystym obrusem i roześmianymi dziećmi w nienagannie wyprasowanych ubrankach.
To, co oglądamy wpływa na to, jak postrzegamy siebie.
Można powtarzać sobie miliony razy, że to tylko media społecznościowe. Normalne życie wygląda inaczej i z pewnością ma więcej odcieni szarości. Jednak wiedza o tym, że konta internetowe to kreacja rzeczywistości to jedno. Przebywanie w internetowym świecie i karmienie się jego treściami – coś zupełnie innego.
Ostatnio mam spory problem z Instamamami. Nie ze wszystkimi, ale ze sporą ich częścią. To, co pokazują często bardzo kłóci mi się z tym, co deklarują. Przykład? Jedna mama mówi „u mnie luz blues, luźne gacie, ja nikomu nie będę mówić jak ma żyć”. Po czym kilka kafelków dalej dziwi się, jak można prasować koszule i marnować czas na dokładne porządki. Bo to przecież marnowanie chwil.
Jakiś czas temu przez internet przewinęło się mnóstwo rolek o tym, że rodzina wielodzietna to lek na całe zło. „Zastanawiasz się, czy kolejne dziecko to dobry pomysł? Boisz się? Nie daj się lękowi! Tylko rodzina i dzieci przynoszą prawdziwe spełnienie”. Wszystko opatrzone oczywiście wzruszającym wyciskaczem łez, nienaganne ognisko domowe, piękni ludzie, wspaniałe otoczenie.
Mój ulubiony przypadek to jednak internetowe mamy, które określają siebie mianem „mam – ogarniaczek domu, niepracujących zawodowo”. Jednocześnie – tworzących bogatą przestrzeń internetową, odpisujących niemal natychmiast na wysyłane wiadomości i publikowane komentarze, mających intratne współprace. Dodatkowo udzielających mnóstwa rad – od tego, jak wybielić toalety środkiem X po rozwiązywanie kryzysów małżeńskich („receptą na wszystkie trudności jest po prostu…”)
Wszyscy oczywiście deklarują 100% szczerości i brzydzą się obłudą.
Jak ja to widzę?
Osoby działające w mediach społecznościowych mają ogromny wpływ na jednostki. Niezależnie czy tego chcą, czy nie. Zaczynając działać na tym polu trzeba wziąć odpowiedzialność za to, co się w tych mediach tworzy. Nie wystarczy zrzucić jej na followersów prostym „rób od czasu do czasu porządek w liście kontaktów”. Warto byłoby też pamiętać, że to, co pasuje mnie niekoniecznie spasuje Tobie. Czym innym jest dzielenie się pomysłami na organizację swojego domu domu, czym innym – sugerowanie, że ktoś robiący inaczej jest… gorszy?
Rodziny wielodzietne to coś, co ogrzewa moje serce. Świadomość, że gdzieś tam są osoby, które potrafią stworzyć dom dla większej gromadki dzieci jest szalenie inspirujący. Sama mam trójkę, teoretycznie więc jesteśmy dużą familią (chociaż gdzie mi tam do tych, którzy mają 5, 6 czy nawet więcej pociech). Nigdy jednak nie ośmieliłabym się komukolwiek zasugerować, że powinien mieć więcej szkrabów. Nie tylko w życiu offline, ale też (tym bardziej!) w świecie wirtualnym. Jak można mówić komuś, że pozbawia swojego malucha szczęścia i radości, jeżeli nie da się mu kompana na całe życie? Osoby, które nie mogą mieć więcej dzieci (a chciałyby) mogą zdołować się jeszcze bardziej. Wątpliwości są pomniejszane, podkreślane wyłącznie zalety, pomijane komplikacje związane z powiększaniem rodziny. Pomijam już w ogóle fakt, że brat i siostra mogą się zwyczajnie nie lubić i marzenie o daniu najlepszego przyjaciela zwyczajnie nie wypali.
Nie ma absolutnie nic złego w tym, że mama wybierająca pracę na rzecz rodziny w domu chce trochę dorobić. To normalne, każdy grosz się liczy i miło jest włożyć coś do wspólnej skarbony. Tylko kiedy znalezione zajęcie, początkowo być może hobby, zaczyna zabierać coraz więcej czasu, to czy wciąż można siebie nazywać mamą niepracującą zawodowo? Czy uczciwość nie każe przyznać przed samą sobą i innymi, że mój status się zmienił? Że jestem teraz influenserką i to jest coś, czym zajmuję się nie tylko w wolną godzinkę raz w tygodniu, ale dużo częściej?
Pokora to stanięcie w prawdzie.
Być uczciwym wobec siebie i innych. Czy to nie klucz do zdrowego i szczęśliwego życia? Właśnie działając w taki sposób nawiązać można trwałe relacje. Nie tylko te internetowe, ale przede wszystkim – rzeczywiste. Tylko czy taka postawa w ogóle ma prawo zaistnieć i utrzymać zainteresowanie innych?
„Tylko pokora może być źródłem naszego pokoju.”
— św. Jan Bosko
Mam trójkę dzieci. Każde kolejne uczy mnie, że jedyną stałą jest zmienna. Moje trzy jednostki są… no właśnie indywidualnościami. Nie ma ani jednej rzeczy, która sprawdziłaby się przy każdym z nich. Nie ośmieliłabym się udzielać rad jakiejkolwiek mamie. Mówię, co działa u mnie, bo może ktoś skorzysta? Nie twierdzę jednak, że ktoś inny robiąc inaczej robi źle. Biorę też pod uwagę, że mogę się mylić. Są sprawy na których zupełnie się nie znam. Chociaż sama zawsze zakładałam, że chcę rodzeństwa dla moich dzieci to nie uważam, żeby jedynacy mieli gorzej. Nie znam każdej rodziny od środka. Nawet najlepsze przyjaciółki miewają przed sobą rodzinne sekrety. Każdy ma swoją drogę. Kim jestem, żeby ją oceniać?
Działam w sieci. Dla mnie to hobby. Tak, staram się w moich wpisach motywować do pracy nad sobą (jeżeli jakoś przesadzam to daj mi proszę znać). Tak, dostaję od czasu do czasu jakąś książkę do zrecenzowania. Mam z tego powodu niesamowitą radość. Jeżeli nagle zaczęłabym tutaj działać profesjonalnie, kręcić rolki, robić live’y, występować w wywiadach u innych wpływowych ludzi, podpisywać umowy na współpracę to… przestanę być mamą niepracującą prowadzącą bloga 😉 Zacznę być mamą, która pracuje w mediach społecznościowych. Czy w związku z tą zmianą stanę się gorsza? Chyba nie. Postaram się wszystkich Was o tym poinformować 🙂
Jeszcze zatęsknisz...
Zobacz również
Rozmodlona mama…
30 stycznia 2024
Jak hejt zabija nienawiść
23 kwietnia 2020