Uroczystość Wszystkich Świętych
… czyli o moim pomyśle na celebrowanie tego dnia.
Już od jakiegoś czasu pod koniec października zaczynają się toczyć gorące debaty. Temat? Halloween. Świętować – nie świętować. Dawać cukierki – nie otwierać drzwi. Bawić się – nie bawić. Niewinne przebieranki – imprezy z piekła rodem. Jedni tak – inni inaczej. Przepychanki słowne, walka na argumenty. Efekt? Kolejne podziały i niepotrzebne negatywne emocje. Ja nie zamierzam brać w tym spektaklu udziału. Moje zdanie? Halloweenu nie obchodzimy. Święto zupełnie nie w naszym stylu, przyszło ze Stanów i większość robi mało pasujące kulturowo kopiuj-wklej. Czy zostawiamy pustkę i udajemy, że od naszego dzieciństwa (kiedy takich problemów nie było) nic się nie zmieniło? Bynajmniej. Świętujemy! Nie Wigilię Wszystkich Świętych, ale samą listopadową już uroczystość.
Warto tworzyć domowe tradycje.
Nasi rodzice nie mierzyli się z wieloma problemami, które spotykają rodziców XXI w. Jednym z nich jest właśnie kwestia 1. listopada. Dlatego wyszłam z założenia, że sami w tej kwestii zadziałamy i stworzymy nasz plan, który będziemy co roku powtarzać.
Wydaje mi się, że warto jest tworzyć zwyczaje, które wyróżniają nas jako rodzinę. Dzięki temu po pierwsze tworzymy wspomnienia. Przecież nic nie otula przyjemniej w dorosłym życiu, jak przypominanie sobie dobrych chwil z domu rodzinnego. Po drugie – wzmacniamy poczucie przynależności. Dzieci wiedzą, czego się spodziewać. Dajemy im coś, co odróżnia nas od innych. Mogą się z tym utożsamić, opowiedzieć o tym innym. Zapełniamy pustkę, bo skoro „tego nie” to warto „to tak” 😉 Po trzecie – po prostu świetnie się razem bawimy.
Nasz plan – imieniny wszystkich domowników.
Krótkie wyjaśnienie – u nas na Górnym Śląsku nie obchodzimy imienin. Gdyby nie to, że Barbórkę świętuje się hucznie pewnie nie wiedziałabym, kiedy przypadają moje. O innych domownikach nie wspominam. Wstyd? Dla nas nie 😉
Zaczynamy od śniadania. Co wyróżnia tę poranne chwilę od innych dni? Drobny podarek. W zeszłym roku były to drewniane plastry z wizerunkami patronów (my zamówiliśmy u Agnieszki @jakpotrzeba).
Najważniejsza jest 1 listopada msza święta. Chociaż czasami mam wrażenie, że dla wielu podróż „na groby” jest dużo istotniejsza. Nie! Punktem centralnym całego programu, czymś co daje nam paliwo do dalszego działania jest Eucharystia. Nie pomijamy więc jej. Nie zostawiamy na „po cmentarzach”. W kościele stawiamy się pełną ekipą rano i tak zaczynamy świętowanie dnia naszych patronów.
Czy potem stoimy w korkach do cmentarzy? Irytujemy się na „niedzielnych kierowców”, dziadków którzy wyjeżdżają swoimi starymi (aczkolwiek bardzo zadbanymi) autami raz do roku by odwiedzić bliskich, którzy odeszli na tamten świat? Otóż nie. Po kościele… wracamy do domu. Tam spokojnie przygotowujemy się do wcześniejszego obiadu (byleby zdążyć przed drzemką Juniora). Oczywiście takiego niedzielnego – dwudaniowego. Potem trochę ciszy. Przeznaczamy ją na dobrą lekturę o naszych świętych patronach. Tutaj szczególnie polecam dwie pozycje: „O polskich świętych dzieciom” (KLIK na zakupy) i „Opowieści o świętych” (można zakupić np. TUTAJ). Kolejny punkt to planszówki. Tematycznie wybieramy „Drogę do nieba” (można kupić TUTAJ). Na wesoło pokazuje, że nie opłaca się żyć z grzechem w sercu, warto się spowiadać, pamiętać, że szatan krąży, ale Bóg jest najmocniejszy i z Nim zawsze się wygrywa 🙂 Lubimy też „CLARO Grę Franciszkańską” (stworzoną przez DAYENU) – to takie doble w wersji ze świętym Franciszkiem i symbolami z nim związanymi.
Czy jest tu gdzieś miejsce na cmentarz?
Oczywiście! Wybieramy się na niego w ramach popołudniowego spaceru. Groby naszych bliskich „rozkładamy” sobie na całą oktawę. 1 listopada odwiedzamy pobliski cmentarz. Zapalamy znicze na opuszczonych grobach i modlimy się za tych, za których nikt się nie modli. Nie robimy festynu sztucznych kwiatów, nie zapalamy po dziesięć zniczy na jednym nagrobku. Podkreślamy wartość modlitwy i wspominamy o tym, że ta świeca to nieobowiązkowy znak pamięci. Ogrzewa nasze serca tutaj, na ziemi, ale niewiele daje tym, którzy są po drugiej stronie.
Wracamy do domu na uroczysty podwieczorek (koniecznie ciacho i lody!) poprzedzony odśpiewaniem litanii do Wszystkich Świętych i krótką modlitwą za wstawiennictwem naszych patronów. W ramach domowego kina wybieramy jakiś wartościowy film. Szczerze? Nie mam jeszcze pomysłu na tegoroczny seans.
Przypomnienie. Uroczystość Wszystkich Świętych to radosne święto.
W prasie, radio, telewizji i internecie to święto jest tradycyjnie opisywane jako czas zadumy. Hmm… dla mnie na takie memento mori jest czas w Dzień Zaduszny, 2 listopada. Wszystkich Świętych to przecież świętowanie i wspominanie tych, którzy już są z Bogiem czyli… są więcej niż szczęśliwi. Dlaczego ma być to powodem do smutku i zadumy? Raczej do uśmiechu i nadziei. To właśnie chcemy przekazać naszym dzieciom.
Każdy dom jest inny. Różnimy się wrażliwością, podchodzeniem do relacji, również temat śmierci jest poruszany w zróżnicowany sposób. Nie warto kopiować innych. Dobrze jest jednak od siebie nawzajem czerpać, inspirować się, podpatrywać rozwiązania i na swoich zasadach wprowadzać je do swojego otoczenia. Życzę powodzenia w tworzeniu swoich unikatowych tradycji. Warto! 🙂
Dlaczego jestem "tylko" mamą?
Rozmodlona mama...
Zobacz również
Gramy do jednej bramki
19 czerwca 2021
Być księżniczką…
2 lutego 2022
2 komentarze
Agnieszka
ależ pięknie ❤
Basia
Dziękuję 🙂