Mój synku
Przyjmowanie życia takim, jakie jest to trudna sztuka. Uczę się jej codziennie. Nie buntować się, nie kłócić z Panem Bogiem, że miało być inaczej. Zamiast tego – okazywać wdzięczność i cieszyć się tu i teraz, jednocześnie wierząc, że to najlepszy scenariusz. Bez wątpienia taką postawę trzeba szlifować przez całe życie. Z pewnością nie jest to łatwe zadanie. Jeżeli o mnie chodzi – raz wygrywam, raz przegrywam z kretesem. Jednak wierząc, że wszystkie wydarzenia w życiu mają głębszy sens jest mi (przynajmniej tak mi się wydaje) zdecydowanie łatwiej niż osobie, która neguje istnienie Stwórcy.
Trudne wydarzenia w życiu nigdy nie zdarzają się w dobrym momencie.
Nie ma dobrej chwili na wiadomość się o ciężkiej chorobie swojej lub bliskich. Trudno wyobrazić sobie, że byłby dobry czas na informację o tym, że dotychczasowe życie właśnie teraz ulegnie zmianie. Na pierwszy rzut oka – niekoniecznie na lepsze.
Z taką informacją musi się zmierzyć główny bohater książki „Mój syn” Magdaleny Mikutel. Witek pochodzi ze znanej we Wrocławiu rodziny prawników. Pozbawiony ciepła domowego ogniska, nieznający Boga i Jego miłości za to postawiony wobec dużych wymagań zacnej familii gubi się w życiu. Student prawa nie z wyboru, żyje bez konkretnego celu i poddaje się temu, co przynosi mu życie. A w zasadzie scenariusz wymyślony przez dziadka i ojca. Nie potrafi się wpisać w sztywne ramy, w które chcą go włożyć bliscy i sprostać ich wymaganiom. Nie umie się jednak zbuntować. Cierpi na paraliż decyzyjny, nie bierze za nic odpowiedzialności. Aż tu nagle…
Choroba dziecka to jedno z najtrudniejszych wyzwań, jakie mogą spotkać rodziców.
O zespole Downa kobiety przeważnie dowiadują się będąc w ciąży. Rodzina ma czas na oswojenie wiadomości, przygotowanie siebie i innych na nowe wyzwania. Na poszukiwanie pomocy, ale też przeżycie żałoby po stracie dziecka zdrowego. Głównemu bohaterowi czas ten zostaje zabrany. Przez swoją byłą partnerkę nie zostaje nawet poinformowany o ciąży. Pewnego dnia Julia po prostu się pojawia, przedstawia syna – Jerzyka, jednocześnie go zostawiając zszokowanemu ojcu. Chyba każdy poczułby się przytłoczony taką sytuacją.
„- Decyzja. Musisz trzymać się dobrych decyzji i po prostu w nie iść. To już jakaś baza.
– Tylko jakie są dobre?
– Twoje. My ci możemy pomóc, doradzić. Ale dopóki sam czegoś nie zechcesz, nie wejdziesz w to.”
Magdalena Mikutel, „Mój syn”
Co zrobi Witek? Czy jego współlokator – Paweł zwany „Lupą” – zaszczepi w nim radość życia? Do jakich zmian doprowadzi pojawienie się małego Jerzyka? Czy wychowany bez wiary w Stworzyciela, ale też i w siebie, Witold odnajdzie sens życia? Spotka na swojej drodze osoby, które pomogą mu odnaleźć sens istnienia i pokochają go takim, jaki jest?
„Czy chciałbyś, aby to wszystko, co się ostatnio stało, jednak się nie stało?”
Lektura wciąga. Mimo małych dzieci na pokładzie przeczytałam ją w zaledwie kilka dni. Mamy wielodzietne wiedzą, że to spore wyzwanie i jednocześnie komplement w stronę autorki-debiutantki. Razem z Witoldem najpierw przeżywałam szok, a potem starałam się jakoś to wszystko ogarnąć.
Książka skłania do refleksji. Przypomina, że życie jest zupełnie nieprzewidywalne i często prowadzi drogami, których jeszcze kilka chwil wcześniej nawet nie rozważaliśmy. Dojrzewanie bohatera, pokonywanie swoich słabości, spotykanie właściwych ludzi we właściwych momentach… Przypadek? Nie sądzę. Bóg pisze piękne scenariusze i z największego bagna potrafi wyciągnąć na powierzchnię. Więcej! Nie pozostawia człowieka na tej powierzchni samemu sobie, ale idąc ramię w ramię przemienia największych grzeszników w największych świętych.
„Wiecie, o co chodzi? (…) Tak naprawdę tylko o to, żeby w swoim życiu spotkać Jezusa. Jak już raz się Go spotka, poczuje, że On jest i że kocha nas takimi właśnie, jakimi jesteśmy teraz, wtedy nic już nie będzie takie samo.”
Magdalena Mikutel, „Mój syn”
Dobrze jest zatopić się w powieści dającej ciepło i nadzieję. Polecam! Nie tylko na nadchodzące jesienne wieczory 😉
Niosąca Ducha
Kogo wychowujemy?
Zobacz również
Posłuchaj swojego serca…
13 lutego 2023
Dres (nie)fajny jest
30 kwietnia 2020