Podcienie w świątyni
Mama w świecie,  O życiu wszystko i nic

Posłuchaj swojego serca…

… czyli trochę o tym, jak trudno usłyszeć głos Boga (i swój) w XXI w.

„Daj mi usłyszeć Twój głos, rozpoznać go. Daj mi wybierać Twe słowa pośród tysiąca słów. Daj mi zobaczyć Twą twarz, zatrzymać wzrok.”

Mocni w Duchu

Będąc osobami wierzącymi często prosimy Boga o jakiś znak, o odpowiedź na zadane Mu pytania. Chcemy dostać odpowiedź – jasną, taką, która rozwiąże problemy, pomoże dokonać wyboru, utwierdzi w podjętej decyzji. Wołamy, prosimy i… nic. Czy to znaczy, że Bóg milczy? Czy może to ja nie daję Mu dojść do głosu?

Dać Bogu swój czas

Kiedy pytamy jakąś osobę o zdanie w jakiejś ważnej kwestii powinniśmy dać też czas na odpowiedź. Rozmawiając z Bogiem często tego brakuje. Mówimy, modlimy się jedną nowennę za drugą, leci jedno „Zdrowaś…” a za nim w tempie ekspresu drugie. Wymawiamy słowa jak automaty jednocześnie często będąc pochłoniętymi przez problemy i sprawy dnia codziennego. W myślach przywołujemy scenariusze, które według nas byłyby najlepsze.

Warto zadać sobie pytanie, czy naprawdę chcę dać przestrzeń Najwyższemu na wyrażenie Jego zdania. Chcę usłyszeć prawdziwie głos Boga, czy tylko potwierdzenie mojego rozwiązania problemu? Naturalne jest przyjście do Pana jako Tego, komu mogę się wygadać. Tak jest w wielu relacjach. Potem jednak powinien przyjść czas na wysłuchanie. Zadanie sobie pytania: „Co ty Jezu o tym sądzisz?” to nie wszystko. Trzeba świadomie oddać głos Bogu. Z pewnością częstsza Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, lektura Pisma Świętego są tym, co możemy zrobić, by zbliżyć się do Niego. Jednak czy w XXI wieku to wystarczy?

Modlitwa bez ciszy jest niemożliwa

Jesteśmy otoczeni hałasem i chaosem. Media i internet generują ciągły hałas nawet, gdy są nastawione na tryb „Milczy”. Rolki, krótkie filmiki, ciekawe dyskusje w różnych serwisach – trudno się od tego odciąć. Zwłaszcza, że samo oglądanie i słuchanie nie jest złe. Bywa inspiracją, zachęca do działania. Jednak bardzo łatwo zatracić się w świecie internetu. Mały ekranik zabiera coraz więcej czasu, wciąga. Naszą walutą jest czas, który poświęcamy na bycie na bieżąco. Przychodzi komunikat – odpowiadamy, albo chociaż klikamy w ekran, żeby sprawdzić kto napisał i co. Jak to się ma do słuchania głosu Boga?

„Jak otworzyć się na tajemnicę Boga, na wartości duchowe i na naszą ludzką wielkość w nieustannej wrzawie?”

kard. Robert Sarah, „Moc milczenia”

Dzisiaj nie wystarczy iść na Adorację, nie wystarczy lektura Biblii. To oczywiście konieczne jeżeli chcemy pozostać z Bogiem w kontakcie, ale jeżeli chcemy usłyszeć Jego głos musimy się zdobyć na coś więcej. Na wyłączenie się ze świata wirtualnego. Wydaje mi się, że wielu z nas nawet nie zdaje sobie sprawy na jak długo obrazki widziane w internecie zostają w naszej głowie. Brakuje nam świadomości tego, jak bardzo głos influencerów staje się naszym własnym.

Ilość bodźców, informacji, które pochłaniamy jest tak duża, że nasze organizmy powoli przestają je przetwarzać. Podobno przerwanie myślenia pochłania tyle energii, co myślenie. Nie wyhamujemy na 15-minutowej adoracji jeżeli wcześniej kilka godzin spędziliśmy w sieci. Oczywiście Bóg jest wszechmocny, może obejść i nasze internetowe zaćmienie. Czasami jednak zapominamy, że mamy wolną wolę. Możemy z niej korzystać po Bożemu lub… po swojemu.

Otwórz się na działanie Boże – zamknij się na rozproszenie

Otwarcie się na Boga w życiu bywa trudne. Sama łapię się na tym, że mimo najszczerszych chęci moja modlitwa wygląda różnie. O krótkich aktach strzelistych w ciągu dnia zdarza mi się zapominać. Moja medytacja bywa często jednym wielkim rozproszeniem – na ustach hymny pochwalne, w głowie plan kolejnego dnia. Nie tak powinno być. Bliska relacja zakłada chęć rozmowy w skupieniu, nie monologu w totalnej dekoncentracji. Nie lubię łapać innych na tym, że mnie nie słuchają i denerwuje mnie, gdy rozmawiam z mężem i widzę, że myślami jest zupełnie gdzie indziej. Jak często jednak sama się tak zachowuję!

Zadanie na dziś – wyłącz telefon

Większość wartościowych rzeczy nie przychodzi bez wysiłku. Często trzeba zmienić swoje przyzwyczajenia. Ćwiczyć swoją silną wolę, nie poddawać się i mimo upadków – próbować dalej. Tak będzie z wyłączeniem telefonu. Ustal sobie chociaż jeden dzień, w którym nie będziesz bezmyślnie sięgać po swój smartphone a przekonasz się jak często to robisz. Czasami zupełnie bezmyślnie klikając w guziczek żeby sprawdzić, czy są jakieś powiadomienia. Niekiedy chcąc sprawdzić jedną rzecz, utykając jednak z telefonem w ręce na kolejną godzinę. Nic tak bardzo nie pokazuje jak uzależnieni jesteśmy od świata wirtualnego jak zaplanowanie sobie dnia bez niego. Czy jeszcze potrafimy faktycznie się odciąć? Zrobić sobie dzień taki, jak kiedyś – bez telefonu. Przecież nie tak dawno żyliśmy bez sprawdzania co chwilę smsów, whatsappów, maili, instagramu itp. Śmiem twierdzić, że było wtedy całkiem przyjemnie 😉

„Kiedy zaczniemy robić dobre postanowienia, Bóg da nam wszelkie możliwości ich wypełniania”.

św. Jan Chryzostom

Przyznaję, że mnie nie zawsze udaje się odłożyć telefon do koszyczka na cały dzień (mimo planów). Jestem jednak przekonana (i widzę to po sobie!), że taki chociaż jednodniowy detoks od mediów pomaga lepiej ułożyć sobie myśli w głowie. Daje też Bogu przestrzeń działania.

Dla dobrych relacji warto się wysilić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *