posiekana czekolada
... sobie,  Mama czyta

Samotność o smaku czekolady

Zdarzają się takie książki, z którymi zaprzyjaźniamy się od razu. Nie potrafimy oderwać się od lektury i robimy wszystko, by tylko dowiedzieć się co przyniesie kolejna strona. Są jednak też takie lektury, do których przekonujemy się z czasem. Nie porywają od pierwszej strony, ale po przeczytaniu dłuższej partii zaczynamy rozumieć, jak dużą wartość ze sobą niosą. Książka „Miłość, pies i czekolada” Małgorzaty Lis wydana nakładem wydawnictwa eSPe należy do drugiej kategorii.

Kolejna stara panna będzie desperacko szukać miłości.

„Trzydziestopięcioletnia Beata po prostu musi wejść do sklepu po ogromną tabliczkę ulubionej czekolady. Nie zważa na kpiące spojrzenia innych ludzi, którzy zdają się sądzić, że dla osób z nadwagą takie przyjemności są wręcz zakazane. Beata jednak nie ma nic do stracenia, bo właśnie straciła wszystko, co miała – ulubioną pracę w bibliotece.”

W takiej sytuacji poznajemy tytułową bohaterkę książki. Zamknięta w sobie Beata, mająca kompleksy związane ze swoją tuszą traci pracę. Czekoladą zajada smutki. Z jednej strony wydaje się, że pragnie zmian w życiu. Z drugiej – boi się ich. Ma 35 lat i wciąż mieszka z rodzicami. Więcej! Jeździ nawet z nimi na wakacje. Zamyka się w świecie książek i chociaż chciałaby poznać tego jednego jedynego – nie stwarza sobie zbyt wielu okazji do poznawania nowych ludzi. Dobrze, że jest też tata. Prezentuje ukochanej córeczce psa, który będzie zewnętrznym impulsem do zmian.

Dzięki Mufce tytułowa bohaterka poznaje Rafała. 40-letniego nauczyciela wychowania fizycznego. Razem z nim pojawia się iskierka nadziei na miłość, której Beata tak bardzo pragnie.

Każdy zasługuje na miłość.

Nie ukrywam – początek lektury nie nastrajał mnie optymistycznie. Bohaterka wydała mi się infantylną, zapatrzoną w siebie egoistką. Pojawienie się Rafała – mężczyzny, który otwiera oczy Beaty na innych, trochę zmieniło moje jej postrzeganie. Czy każdy bohater musi być od razu chodzącym ideałem? Przecież to właśnie takie osoby – z krwi i kości – pozwalają nam utożsamiać się z nimi. Albo chociaż czekać na ich wewnętrzną przemianę. Wolontariat Beaty i jej spotkanie z niepełnosprawnością zaczynają skłaniać do refleksji. Dlaczego Bóg dopuszcza do tego, by ludzie cierpieli? Jaka jest moja postawa wobec osób dotkniętych chorobą?

Chociaż książka nie porwała mnie od samego początku, to na pewno wciągnęła mnie po przeczytaniu kilku rozdziałów. Ciekawy jest zabieg opowiedzenia o wydarzeniach z perspektywy dwóch głównych bohaterów – najpierw Beaty, potem Rafała. Widzimy, jak bardzo niedomówienia wpływają na relacje. Otwarcie się na innego człowieka wystawia na zranienie. Tylko czy nie na szczerości polega miłość? Czy zaufanie nie jest jednym z fundamentów związku? Czy można budować trwałe relacje jednocześnie czekając z wyjawieniem całej prawdy o swoim życiu?

„(…) łatwo jest wymagać od innych. Sami chcielibyśmy zachować nasze tajemnice i ukryć małe grzeszki.”

Małgorzata Lis, „Miłość, pies i czekolada”

Nigdy nie jest za późno.

Lubię lektury niosące nadzieję. „Miłość, pies i czekolada” jest właśnie taką książką. Pokazująca, że nie ma takiej sytuacji, z której nie ma wyjścia. Że mając wsparcie bliskich jesteśmy w stanie zrobić więcej niż przypuszczamy. Jesteśmy silniejsi niż początkowo nam się wydaje. Chociaż trudne wydarzenia, gdy się dzieją, wydają się bezsensowne to koniec końców – nic nie dzieje się bez celu. Bóg czuwa nad wszystkim.

Książka Małgorzaty Lis porusza ważne kwestie. Podpowiada też, że każdy ma prawo do miłości. Pozytywne przesłanie w sam raz na szarobure jesienne dni.


O książce:

Autor: Małgorzata Lis

Tytuł: „Miłość, pies i czekolada”

Wydawnictwo: Wydawnictwo eSPe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *