Czy wiesz dokąd idziesz?
… czyli o ustalaniu celów?
Studiowałam ekonomię. Jednym z częstych zadań było tam ustalanie celów. Jak realnie określić sprzedaż lub zakup? Jaka ma być podaż, żeby sprostać wymaganiom popytu? Jak dużo czasu i środków powinno być użytych, żeby planowane przedsięwzięcie było rentowne? Właściwy cel to dobrze dopasowana strategia i tym samym – działanie, które odniesie sukces.
Jaki powinien być cel?
Oczywiście zgodny z metodą SMART:
S – specific, czyli konkretny, absolutnie nie ogólny – ogół absolutnie się nie sprawdza;
M – measurable, czyli mierzalny – najlepiej posłużyć się konkretnymi i obiektywnymi wskaźnikami, które będą pokazywać jak bardzo zmierzamy (bądź nie) w stronę sukcesu;
A – achievable, czyli osiągalny – czy cel przy posiadanych środkach w ogóle można osiągnąć i czy jest on opłacalny, czy być może stoi w sprzeczności lub zagraża realizacji innych celów;
R – relevant, czyli istotny – powinien być spójny z misją jednostki i wart zachodu;
T – time-bound, czyli określony w czasie – termin realizacji powinien być z góry określony, ale jednocześnie warto zachować jakiś margines, żeby mimo wszystko realizacja zamierzeń nie była stresującym wyścigiem z czasem.
Niektórzy dodają jeszcze do metody SMART dwa elementy (mamy wtedy cel SMARTER):
E – evaluate, czyli na bieżąco oceniaj, jak wychodzi dążenie do celu;
R – readjust, czyli dostosuj metody, kiedy popełniane błędy się powtarzają.
Jak to się wszystko ma do tworzenia domu?
Macierzyństwo to weryfikacja wielu książkowych teorii. Podręczniki sobie – życie sobie. Chociaż firmy też różnią się między sobą, rynki są różne, sytuacja na giełdach – często nieprzewidywalna to czy da się to porównać z wymagającym 2-latkiem? Rozpoczynającym szkolną przygodę 7-latkiem? Mającym muchy w nosie nastolatkiem? Niewyspaną od wielu lat mamą? Wymagającym od siebie perfekcji w pracy i w domu tatą?
Człowiek to znacznie bardziej skomplikowany twór.
Zatem – czy będąc mamą, warto w ogóle zabierać się za określanie jakichkolwiek celów? Jest sens wyznaczać sobie jakąś misję, skoro tak wiele jest poza moim zasięgiem? Nie mam przecież wpływu na zachowanie innych, w tym również moich dzieci. Fakt, że staramy się wychowywać dobrych i odpowiedzialnych obywateli nie znaczy, że takimi oni się staną. To autonomiczne jednostki, podejmujące swoje wolne wybory. Do pewnego wieku i w pewnym stopniu być może to kontroluję, tylko… To, że dziewięć razy moje dziecko nie płakało za lizakiem w sklepie nie oznacza, że dziesiąty raz będzie podobny.
Warto ryzykować i wyznaczać sobie cele, jeżeli środowisko jest tak niepewne?
Moje zadanie – moje działanie
Faktem jest, że nie mogę kontrolować wszystkiego. Moja rola jest jednak ważna. Jestem mamą, tworzę dom (i to na pełen etat!) – to znaczy, że nie mogę załamać rąk. Muszę działać. Jedyną osobą, na którą mam wpływ jestem ja sama. To żaden truizm, ale sama prawda. Trzeba umieć wziąć odpowiedzialność za siebie. Dojrzała osoba to taka, która działa w zgodzie ze sobą. Żeby tak było – muszę wiedzieć, czym w życiu się kieruję. Nie da się tego zrobić na ślepo. Nie dać się bylejakości łatwiej, gdy ma się jakiś wyższy cel niż tylko zrobienie obiadu i przetrwanie do wieczora.
Czy moje cele są zgodne z metodą SMART(ER)? Nie. Na pewno konkretnym zadaniem nie można nazwać tworzenie przytulnego domu. Jak to zmierzyć – ilością zapalonych świeczek? 😉 Czy da się określić w czasie osiągnięcie cnoty cierpliwości? Przecież to praca na całe życie.
W domu są sprawy, które warto sobie jasno wyznaczać. Opłaca, chociaż raz na jakiś czas, dać sobie za cel ogarnięcie szaf, dokładne porządki w salonie, czy zrobienie łazienki na błysk (jest konkretnie, mierzalnie, osiągnięcie jest do zrobienia w konkretnym czasie i dla kogoś, kto lubi mieć ogarnięty dom – jest to kwestia istotna). Jeżeli chcę zacząć czytać więcej wartościowych książek – znaleźć ciekawe tytuły i wyznaczyć sobie konkretny czas na lekturę. Moim punktem docelowym mają być własnoręcznie wyszywane obrusy – dobrze zacząć od małych kroków i konkretnie rozplanować sobie pracę.
Co tak naprawdę jest ważne?
Koniec końców – przytulny dom, ćwiczenie się w cnotach, dbanie o dobro w sobie i wokół ma prowadzić do jednego. Żebyśmy wszyscy – cały nasz dom – spotkali się kiedyś w Niebie. To mój cel nr 1, to on warunkuje całą resztę. Z kompasem wskazującym Jezusa trudniej się pomylić. Zbaczając ze ścieżki – łatwiej na nią wrócić. Gdy wiem, dokąd zmierzam mogę bardziej pewnie podejmować działania, które mnie przybliżają do miejsca przeznaczenia.
„Świętość nie jest luksusem zarezerwowanym dla nielicznych; jest zwykłym obowiązkiem dla mnie i dla ciebie. Powinniśmy stawać się świętymi niezależnie od stanu życia, w jakim Bóg nas umieścił. Niezależnie od tego kim jesteśmy lub gdzie się znajdujemy, w tym miejscu powinniśmy przeżywać naszą świętość.„
— św. Matka Teresa z Kalkuty
Ustalenie celu jest początkiem drogi. Warto, zamiast bezmyślnie płynąć przez życie zastanowić się, co jest dla mnie najważniejsze. Może też podjąć refleksję na temat tego, co POWINNO być istotne, a na czym na co dzień się nie skupiam. To może być wspaniały początek – pewna i uśmiechnięta mama z ideałami to dobro dla świata. Zarówno tego małego domowego, jak i tego dużego zewnętrznego.
„Naszym celem musi być wieczność, a nie doczesność. Wieczność to nasza ojczyzna. Niebo czeka na nas od zawsze.”
— bł. Carlo Acutis
To tylko gadanie...
Zobacz również
Uroczystość Wszystkich Świętych
26 października 2023
Mama zawsze w drodze…
26 maja 2021