Potęga obecności
Jestem mamą, która nie lubi bawić się z dziećmi. Straszne, co? Męczy mnie zabawa w role, nie do końca wychodzi budowanie z klocków Lego (starszaki już dawno wymiatają, ja co najwyżej potrafię topornie podążać za instrukcją). Plastelina, modelina, masa solna… Tak, moje dzieci je znają i lubią, ale wolę przy nich być, niż angażować się w lepienie i klejenie. Często w mojej głowie rodzi się związane z tym pytanie.
Czy to wystarczy?
Jestem mamą czytającą. Udało mi się zarazić miłością do książek maluchy. Najstarszy pochłania już książki w pojedynkę, ale nie gardzi (jeszcze?) czytającą na głos mamusią. Córa uwielbia słuchać i czytać samodzielnie krótkie teksty. Mam wrażenie, że moglibyśmy przy dobrej lekturze spędzać całe dnie – z przerwami na jedzenie. To nasza ulubiona aktywność, gdy najmłodszy ma drzemkę (on też lubi książeczki, ale jak to 2-latek – potrzebuje w nich dużych obrazków 😉 ).
Jestem mamą podróżującą. Lubię organizować wycieczki. Podoba mi się atmosfera radosnego oczekiwania na wyjazd. Planowanie, oglądanie, pokazywanie dzieciom świata bliższego i dalszego – to jest to, co przynosi radość nawet, gdy pakowanie jest trudne. Podróżujemy samochodem, rowerami (chociaż tutaj potrzebny jest też mój mąż, który na krzesełku wiezie Juniora), wędrujemy pieszo.
Rodzinnie kochamy planszówki. Niedzielne popołudnia (jeżeli pogoda jest słaba) spędzamy na turniejach karcianych, emocjonujemy się grając w chińczyka, krzyczymy na wędrującego karalucha, chcemy jak najszybciej dostać się do nieba…
Dużo? Wydaje mi się, że nie. Zwłaszcza, że większość z tych czynności to jednak coś, co zdarza się nie codziennie. W codzienności po prostu jestem dostępna.
To mój sposób na macierzyństwo.
W internecie, na półkach sklepowych, w rozmowach przewija się temat macierzyństwa jakościowego. Mamy wymieniają się swoimi sposobami na zagospodarowanie dzieciom każdej chwili. Nie liczy się tutaj ilość spędzanego razem czasu, ale jakość. Zajęcia dodatkowe, sensoryczne zabawy w domu, nauka empatii w zabawie pacynkami… Codziennie wspólna zabawa, jakościowe chwile jeden na jeden z każdym dzieckiem, wchodzenie w świat malucha przez zajęcia, które ono animuje. Nie kwestionuję wagi tego wszystkiego. Bardzo dobrze wiem, jakie to jest potrzebne, tylko… ja nie do końca tak potrafię. Podobno dziecko wyczuwa nastrój dorosłego. Czyli swoim radarem dostrzeże, że się nudzę, niecierpliwię…
Wydaje mi się, że łatwo jest sobie wmówić (przynajmniej ja tak mam!), że samo bycie z dziećmi to nie jest dość. Tylko czy naprawdę tak jest?
Najcenniejszą rzeczą, którą można komuś dać jest czas.
W zabieganym XXI w. czasami trudno jest się chyba pogodzić, że ilość też się liczy. Więź buduje się latami. Nie jest to zadanie łatwe.
Nie chcę tutaj pisać, że mamy pracujące na etacie są na wstępie przegrane, bo dają dzieciom mniej czasu. Więź można zbudować nawet, gdy jest się tatą marynarzem! Według mnie niedoceniana jest jednak zwykła obecność. Taka bez podkreślanych wszędzie fajerwerków.
Uśmiech przy śniadaniu. Wspólne zaśpiewanie piosenki. Omówienie ostatniego odcinka bajki. Rozmowa o niczym. Przytulenie. Milczenie. Spojrzenie w oczy. To, że dziecko ma świadomość, że ze wszystkim może do mnie przyjść a ja… będę. Nie wgapiona w ekran. Nie z myślami wybiegającymi w kolejne projekty. Tu i teraz – z nim/z nią.
Jestem wdzięczna mojej mamie między innymi za to, że nigdy nie wracałam do pustego domu. Miło było wiedzieć, że ona tam jest. Nawet, jeżeli jako nastolatka więcej się z nią kłóciłam, niż rozmawiałam. Dawała mi swój czas. Była.
„Nie ma rzeczy cenniejszej od czasu, ale też nie ma rzeczy tak mało szanowanej i bardziej pogardzanej niż czas.”
— św. Bernard
Podsumowanie.
Pewnie, że czasami warto się przemóc i być „Klarą, która ma różową wyścigówkę i właśnie przegrywa wyścig i musi być smutna”. Staram się jednak pozbyć wyrzutów, że częściej zamiast tego po prostu jestem obok, patrzę na bawiące się dzieci i gotuję.
Każdy chce być zauważony. Tak po prostu. Jakościowy czas jest ważny, ale nie zastąpi zwykłej ludzkiej obecności.
Nasze zasady ekranowe
To tylko gadanie...
Zobacz również
Dlaczego jestem „tylko” mamą?
19 października 2023
Miłość w czasach koronawirusa
26 marca 2020