Nasze zasady ekranowe
Zdaję sobie sprawę, że u nas jest (na razie) łatwiej. Dzieci to jeszcze wciąż DZIECI, nie nastolatkowie. Dodatkowo, do tej chwili, obowiązek szkolny pierworodny realizował w domu, a przygoda z przedszkolem była krótka i przerywana przez choroby, kwarantanny i inne izolacje roku 2020-2022.
Wszystko zaczyna się od rodziców
Wychowanie przez gadanie to … strata czasu. Widzę to po sobie. Nie ma sensu mówić dzieciom, żeby nie krzyczały, jeżeli ja sama używam wysokich tonów, gdy się denerwuję. Bardzo pracuję nad odkładaniem rzeczy na miejsce – bo jeżeli sama tego nie będę robić, to dlaczego dziatwa miałaby postępować inaczej? To samo tyczy się przebywania w wirtualnym świecie.
Żeby wprowadzić sensowne zasady ekranowe w domu trzeba przeprowadzić najpierw szczery rachunek sumienia:
- jak często zaglądam do telefonu,
- w jakich sytuacjach spoglądam na ekran,
- jakie treści przykuwają moją uwagę,
- czy kieruję się jakimikolwiek normami,
- czy sięgam po telefon bezwarunkowo i odruchowo,
- czy wiem w ogóle DLACZEGO korzystam z mediów społecznościowych, komunikatorów itp.
Na pewno to nie jedyne pytania, które warto rozważyć zanim zacznie się ustalać standardy postępowania w domu.
Wyloguj się.
Z przerażeniem odkrywasz, że o rany! Na niektóre z tych pytań udzielasz odpowiedzi „nie wiem”, a sprawdzając czas spędzony przed smartphonem łapiesz się za głowę. Nie jesteś sam/a! Miałam podobnie. Za często zaglądałam do telefonu. Z przyzwyczajenia klikałam w podświetlenie ekranu żeby skontrolować powiadomienia. Często patrzyłam w telefon z nudów, albo żeby zabić jakieś rodzące się we mnie napięcie. Nie miałam wypracowanych żadnych mechanizmów – tylko bezrefleksyjne kliknięcia. Kiedy sprawdziłam jak dużo czasu (sumując cały dzień) zbiera się z tych kilku sekund to tu, to tam powiedziałam sobie DOSYĆ!
Post dobrze robi. Każdy. Czy to od alkoholu, ulubionych słodkości, ale też od internetu. Pierwsze dni bywają różne… Trzeba odnaleźć się w świecie bez dostępu do newsów ze świata innych. Na nowo odkryć, co lubię robić i jak zagospodarować czas, który pojawia się, gdy klikanie serduszek przestaje być opcją. Łatwe? Nie dla każdego. Ja w pierwsze dni łapałam się na tym, że bardzo często brałam do ręki telefon i… musiałam odłożyć, bo wszystko, co „ciekawsze” wykasowałam. Minął pierwszy szok. Okazało się, że świat bez telefonu jest znacznie spokojniejszy i przyjemniejszy. Im dłużej to „wyrzeczenie” trwało, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że po powrocie musi być inaczej.
Moje zasady.
Nie pracuję w social mediach. Piszę hobbystycznie na Instagramie i to tam zdobywam głównych odbiorców moich treści. Chociaż ilość zdobytych lajków nie jest dla mnie bardzo ważna, to jednak miło jest wiedzieć, że przynajmniej kilka osób przeczytało to, co stworzyłam. Czy to jest jednak powód, by „zaprzedawać duszę diabłu” (bo właśnie tym – pokusą i niejednokrotnie stratą czasu było dla mnie scrollowanie internetu)? Na pewno nie. Dlatego, gdy kończyło się moje 30 dni bez sieci, stworzyłam własne zasady.
- Wyciszyłam większość kont, które obserwuję. Codziennie na Instagramie wrzucam fragment z Księgi Psalmów. Często wiązało się to z mimowolnym przeklinaniem relacji obserwowanych kont. Nie jest dobrze zaczynać dzień od straty 15 minut na nic nie wnoszące do życia aktywności. Wyciszenie pozwala mi nie wystawiać się na pokusę.
- Instagram przeglądam JEDYNIE na komputerze. Nie uwierzycie, jak bardzo jest to nudne! Na większym ekranie niewiele rzeczy przykuwa moją uwagę i szybko się wyłączam.
- Pół godziny w sobotnie popołudnie – sztywny czas, nastawiony budzik. To mój czas z telefonem w ręku. Nadrabiam wtedy zaległości w lajkowaniu postów tych, którym na tym zależy (czyli twórców, których obserwuję i tych, których jakaś rolka lub post po prostu mi wpadł i się spodobał).
Czy to będzie zawsze działać?
Nie wiem, czy te moje trzy punkty będą zawsze się sprawdzać. Jestem człowiekiem – upadam. Mam jednak silny punkt odniesienia. Widzę korzyści! Dzieci rejestrują mamę wgapioną w książkę lub gazetę. Telefon spokojnie leży w koszyczku w przedpokoju. Okazało się, że potrafię! To zawsze zwiększa samoocenę 😉
Co z młodzieżą? Na razie widzą, że można żyć bez telefonu w ręce. Standardem jest, że nie używamy z mężem komórki przy stole. Teraz smartphone zaczął ponownie pełnić funkcję jedynie komunikacyjną – rozmowa telefoniczna, SMS od męża, umówienie spotkania na Messengerze z koleżanką. Dodatkowo (u nas) to również robienie zdjęć i nagrywanie filmików – na wieczną pamiątkę. Słuchamy również podcastów, ale wtedy urządzenie jest odłożone daleko od nas. Można? Można! Tylko trzeba najpierw wymagać od siebie.
Czas jest tym, co mamy najcenniejszego.
Minuty spędzone w sieci to waluta, jaką płacimy za, nie do końca najwyższych lotów, rozrywkę. Nawet jeżeli influencerzy, których obserwujemy, nie robią na nas pieniędzy to zarabiają je najwięksi światowi giganci. Czy chcę się oddać w ich ramiona i stworzyć sobie wizję świata budowaną przez anonimowe algorytmy? Ja – niekoniecznie. A ty?
„Ileż to razy ludzie marnują chwilę obecną, a dopiero poniewczasie żałują jej, kiedy już minęła bezpowrotnie”.
—św. Bazyli Wielki
Jeżeli chcesz się zająć swoją relacją ze smartphonem i mediami społecznościowymi – zachęcam do lektury książki Cala Newporta „Cyfrowy minimalizm”. TUTAJ kupisz ją najtaniej (w chwili, kiedy to piszę).
Dlaczego NIE edukacja domowa
Potęga obecności
Zobacz również
Chcę żeby moje dziecko…
20 lutego 2020
O odklepywaniu paciorków
14 maja 2020