Małe wielkie rzeczy…
… o nawykach budujących życie.
Jaka jest pierwsza rzecz o której myślę, gdy zadzwoni budzik? Jak witam rano bliskich? Co towarzyszy wyprawieniu wszystkich do szkoły i pracy? Jak reaguję na nieznajomych na ulicy? Czemu poświęcam wolne minutki, gdy wszyscy inni zajmują się sobą?
Drobne rzeczy – wielka całość.
Kiedyś myślałam, że życie składa się z wielkich wyzwań. Najważniejsze są efektowne dzieła, a małe sprawy codzienności są tylko po to, by jakoś przetrwać do kolejnej chwili chwały. Tak naprawdę było. Uczyłam się nie tylko, żeby zdobyć wiedzę, ale przecież też po to, żeby zdobyć dobrą ocenę (zwłaszcza z przedmiotów, na których mi zależało). Lubiłam swoją pracę, ale też wykonywałam ją bo miło było dostać pochwałę od szefa, a kolejne podwyżki łechtały ego. Nawet narzeczeństwo spędziłam nie tylko budując dobrą relację z przyszłym mężem, ale też przygotowując się do olśniewającego dnia ślubu.
Macierzyństwo sporo w tej kwestii zweryfikowało. Zwłaszcza, że zdecydowałam się zostać z dziećmi dłużej, niż przez rok urlopu macierzyńskiego. Okazało się, że niezależnie od tego, ile starań włożę np. w prawidłowe karmienie – niekoniecznie wychowam smakosza kochającego degustowanie nowych dań. Mimo akceptowania emocji i nauki, jak sobie z nimi radzić – dzieci będą się biły. Pomimo zastosowania różnych sposobów na poprawę odporności – maluchy i tak będą chorować, czasami nawet nienormalnie długo… W dodatku życie będzie pasmem powtarzalnych czynności. Najbardziej spektakularnym momentem zaś będzie fakt, że najstarszy posprzątał swój pokój w wyznaczonym terminie i bez wcześniejszej kłótni 😉
Kamienie milowe w rozwoju przychodziły i … niewiele się zmieniało. Z każdym kolejnym dzieckiem zresztą mniej je przeżywałam i mniej zauważałam. Pochłaniała mnie rutyna i myśli „byle przetrwać kolejny dzień”.
Zmiana myślenia nie dokonuje się nagle.
Potrzebowałam czasu, żeby zaakceptować moją nową rzeczywistość. Fakt, że wybrałam drogę życia jako mamy (dla niektórych tylko, dla wielu aż 😉 ) bez etatu nie ułatwiał zadania. Kończyłam dzień zmęczona, scrollując bezmyślnie internet lub w panice biegając po domu. Nie wiedziałam, czy sprzątać i szykować się do następnego dnia, czy może jednak wybrać relaks? Wiedziałam tylko, że żyję w jakiejś sprzeczności. Z jednej strony chcę pokazać dzieciom piękno świata codziennego, z drugiej – sama go nie dostrzegam na tyle, by dawało mi to jakąkolwiek radość. Chcę, żeby maluchy dbały o modlitwę poranną – sama ją zaniedbuję. Moim marzeniem jest, żeby wszyscy pamiętali o odkładaniu rzeczy na miejsce, jednocześnie nie widzę wartości w robieniu w kółko tego samego.
Oświecenie nie przyszło nagle. Ważne jednak, że w końcu zrozumiałam, że to nie spektakularne momenty decydują o tym, czy życie będzie szczęśliwe, ale drobne sprawy dnia codziennego. I moje do nich podejście.
Jesteś tym, co robisz każdego dnia.
Utarło się powiedzenie, że jesteś tym, co jesz. Ja twierdzę, że jesteś tym, co robisz odruchowo. Tym, co jest Twoim nawykiem. Tymi wszystkimi drobnymi rzeczami, które robisz nie myśląc nawet o tym, że się dzieją. Wydaje mi się, że chociaż od czasu do czasu warto sobie zrobić z tych „błahostek” rachunek sumienia. Może się bowiem okazać, że jesteśmy po prostu hipokrytami.
Chciałabym, żeby moją pierwszą myślą po przebudzeniu była pochwała Boga i dziękczynienie za nowy dzień. Cóż – przeważnie w mojej głowie pojawia się okrzyk rozpaczy pod tytułem „to już?!”. Moim marzeniem jest uśmiech przy śniadaniu. Niestety, często jest to ciągłe zwracanie uwagi wszystkim wokół i/lub poganianie, bo czas pędzi nieubłaganie i „trzeba za chwilę wychodzić!!!”. Nie raz już obiecywałam sobie, że nie będę odruchowo sięgać po telefon, sprawdzać IG i marnować na nim czasu… Sprawdźcie mój czas w telefonie – wciąż się wciągam (chociaż, Bogu dzięki, coraz rzadziej). Takich incydentów jest mnóstwo. Pewnie, że dobrze zdać sobie z nich sprawę bo to krok pierwszy. Jednak jak trudno jest zrobić krok drugi, i zacząć coś zmieniać!
„Wrzucić” trochę Boga w codzienność.
Nie ma jednak na tej ziemi spraw beznadziejnych. Jak to mawiają coachowie – dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą 😉 Jako osoba wierząca dodam, że dopóki jestem po tej stronie nieba – mam szansę się zmienić. Wiem jednak, że jestem słaba. Dlatego muszę (i chcę!) zwracać się codziennie po pomoc Tego, który ma moc zmieniać ludzkie serca. I nawyki 😉
1. Znak Krzyża po przebudzeniu.
Nigdzie w Biblii nie ma fragmentu o tym, żeby właśnie tak zaczynać dzień 😉 Jednak czy to nie dobry nawyk na początek dnia? Dodatkowo krótki i do wykonania nawet wtedy, gdy zostałam brutalnie wyrwana ze snu przez któreś z dzieciaków 😉 Nie wymaga nawet dobrej myśli, jedynie „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” i – do góry. Bóg działa nawet w tak drobnych gestach bo dla Niego nie ma nic zbyt małego. On już i tak mnie przywitał, bo przecież zawsze jest we wszystkim przede mną. Dobrze jest więc odpowiedzieć na Jego nowy dzień jeśli nie bardziej rozwiniętą modlitwą, to chociaż taką drobnostką?
2. Pismo Święte przed telefonem.
Smartphony zmieniły rzeczywistość. Stały się przedłużeniem ręki. Miejscem pracy, rozrywki, kontaktu z innymi. Powala mnie, jak często klikam w ten ekranik. Tak po prostu. Odruchowo. Przecież to nie jest tak, że codziennie czekam na jakąś ważną wiadomość. Narzekam, że nie mam czasu przysiąść z Bogiem na kilka chwil, a mam czas sprawdzać, co słychać u tego czy owego w internecie?? Coś tu jest bardzo nie tak. Wydaje mi się, że dobrze jest, zanim pochłonie mnie świat, przypomnieć sobie o Tym, dla którego jestem naprawdę ważna. O Bogu, który nie chce mi niczego sprzedać, nie prosi mnie o serduszka, ale… czeka w ciszy i milczeniu. To ode mnie zależy, czy dam Mu głos. Jestem pewna, że kiedyś przyjdzie moment w życiu, kiedy będę mogła zabrać się za czytanie Pisma Świętego porządnie, dłużej. Od miesiąca czytam Ewangelię z dnia. Jak to wygląda? Wstaję, robię Znak Krzyża i krótko się modlę, idę do kuchni a tam na ladzie czeka już na mnie przygotowany fragment (szykuję sobie wszystko wieczorem). Czytam. Nie rozważam, bo rano działam bardzo na autopilocie (nie jestem rannym ptaszkiem 😉 ). Jestem jednak pewna, że ten krótki moment pomaga właściwie ustawić dzień.
3. SMSy do Nieba.
Wysyłam wiadomości do męża, rozmawiam z rodzicami, opowiadam o tym, jak minął mi dzień dzieciom. Dlaczego by więc w krótkich momentach dnia nie opowiadać Bogu o tym, co myślę i czuję? Ja wiem, że On wie. Tylko… wiem, że mój małżonek mnie kocha, ale jego miła wiadomość w środku dnia ogrzewa moje serce. Krótkie „dziękuję” do Pana pomaga sobie przypomnieć, że On czuwa. A czasami też rozlewa miłość po cały moim sercu. „Pomocy!” może ostudzić gniew. „Przepraszam” przypomina o Bożym miłosierdziu i ułatwia przebaczenie. Pozostawanie w kontakcie z Bogiem daje mi oparcie w Tym, który może wszystko. Wpuszczam Go do mojego życia i mówię: „działaj!”.
4. Uśmiech.
Nie mam na myśli ciągłego „banana” na twarzy. Raczej wyraz sympatii. Do innych i do siebie. Serdeczność w stosunku do innych jest ostatnio tak bardzo niedoceniania. Ludzie chodzą ponurzy, w internecie mało radosnych treści, na świecie dzieje się tle zła. Szczery uśmiech może naprawdę wiele! Kruszy lody, poprawia dzień, daje ludziom tak bardzo potrzebną iskierkę dobra. Uśmiechnąć się na początek dnia i zapytać o to, co się śniło maluchów. Pocałować męża i z miłością uśmiechnąć się tak, jak dawniej. Życzyć ekspedientce z uśmiechem na twarzy dobrego i spokojnego dnia. Zagadać sąsiadkę o wnuczka. Uśmiechnąć się ze zrozumieniem do drugiego rodzica, którego dziecko właśnie przeżywa trudne chwile. Jest mnóstwo momentów w ciągu dnia, gdy można rozsiewać dobro. Za darmo. Bez szumu.
Podsumowanie.
Powyższe sposoby to moja droga. Chciałabym nią podążać, chociaż nie zawsze się udaje. Jestem pewna, że każdy może znaleźć swój sposób na dobre życie. Trzeba chcieć. Praca nad sobą nie jest łatwa. Zmiana nawyków to nie jest coś, co dzieje się bezboleśnie. Wartościowe rzeczy nie przychodzą łatwo. Jednak konsekwencja, upór i Boża pomoc mogą przemienić serce na lepsze. To największa nagroda.
P.S. Jeżeli czujesz, że przyszedł czas na poznanie Pisma Świętego, ale przytłacza cię jego objętość to zapraszam do akcji „Pismo Święte codziennie”. Każdy dzień to jeden krótki (zdanie lub dwa) tekst na określony temat. Zapisać możesz się klikając TUTAJ.
Rozmodlona mama...
Zobacz również
Samotność o smaku czekolady
11 listopada 2021
Mój synku
14 września 2021
2 komentarze
Kinga
Tak bardzo się utożsamiam! Dziękuję za ten wpis 🙂
Basia
Cieszę się bardzo i dziękuję za komentarz 🙂