Dlaczego NIE edukacja domowa
… czyli dlaczego nie kontynuujemy przygody z nauczaniem domowym.
Dawno, dawno temu była sobie Basia, która marzyła o znalezieniu dzieciom dobrej szkoły i codziennym ich żegnaniu, a następnie pełnym uśmiechu powitaniu po powrocie z placówki. Potem jednak Basia dowiedziała się o możliwości prowadzenia edukacji domowej i … przepadła.
To było idealne rozwiązanie!
Wreszcie spokojne poranki bez pośpiechu. Koniec z wyciąganiem z łóżek młodego ciała. Dosyć płaczów, że „ja nie chcę do przedszkola” (bo wtedy to właśnie tam uczęszczała moja starszakowa dziatwa). Dodatkowo, i nie mniej ważnie, STOP ciągłym katarkom, kaszelkom, przeziębieniom i innym takim zarazkom. Ufff.. Co w zamian?
Spokój. To przede wszystkim. Wycieczki – w ilości co najmniej dwa razy na miesiąc. Książki – dużo dobrych lektur i wspólnego czytania. Tak to wyglądało w mojej głowie.
Byłam przygotowana.
Osoby, które obserwowałam na Instagramie przekonywały, że jeżeli tylko chcesz – to możesz. Lektury, które czytałam utrzymywały, że to najlepsza opcja dla dzieci i młodzieży. Wszyscy zaangażowani w ED podsuwali mnóstwo argumentów przeciwko systemowi. Opowiadali straszne historie o tym, co dzieje się w szkołach i jak zdemoralizowana jest młodzież. Przekonywali, że system zabija kreatywność i chce wszystkich unifikować. System pruski to zło, które zostało wprowadzone po to, żeby wychowywać pokolenia podobnych do siebie, bezmyślnych ludzi gotowych podjąć równie bezmyślną pracę w fabrykach (teraz korporacjach) za niegodziwą pensję.
Czy jest w ogóle ktokolwiek, kto zgodziłby się na coś takiego dla swoich dzieci? TAK! Rodzice nieświadomi, albo tak skoncentrowani na swoich karierach, że swoje pociechy są w stanie oddawać na wiele godzin obcym (nauczycielom).
Straszna wizja, prawda? Naczytałam się, opracowałam swoją wizję, znalazłam świetną szkołę przyjazną ED i tym sposobem od września 2022 r. Moje dzieci stały się szczęśliwcami uczącymi się w domu pod opiekuńczym i pełnym miłości wzrokiem mamy.
Rzeczywistość.
Oprócz niewątpliwych zalet edukacji domowej (o nich poczytacie mnóstwo w coraz większej ilości miejsc promujących ten rodzaj nauczania) są też minusy. Chociaż wielu jej zwolenników chciałoby je wrzucić do wora „niedostatecznej miłości rodziców” (naprawdę, przeczytałam tak na jednej ze stron mówiącej o tym, jak ED jest realizowana w konkretnej rodzinie) Ja widzę to zupełnie inaczej. Poniżej kilka minusów tej formy, które sprawiły, że od września 2023 moje dzieci wracają do systemu.
1. Socjalizacja.
Tak, wiem. Często czytam, że to bezsensowna wymówka. Dla mnie nie. Nie wszyscy mają wokół znajome rodziny wielodzietne. Więcej! Nie każdy ma w ogóle znajomych z dziećmi (u nas na przykład wielu znajomych wciąż nie ma rodziny). To znaczy, że to źródło kontaktów z innymi maluchami nie wchodzi w grę.
Nie każdy planuje posyłać swoje dziecko do szkoły muzycznej (my nie planujemy, bo jak na razie nikt nie przejawia większej chęci do nauki gry na instrumencie, a ja – wytrenowana w ognisku muzycznym, również nie mam na to najmniejszego ciśnienia). Nie do końca mam ochotę zalewać dzieci zajęciami dodatkowymi.
Kooperatywy? Super! Tylko one zakładają współpracę między rodzicami, a ja w ich gronie często nie potrafiłam się odnaleźć. Bywało, że mieliśmy różny światopogląd, różniliśmy się też często (wbrew pozorom) podejściem do nauki dzieci i ogólnie – wychowania.
2. System.
Osoby decydujące się na edukację domową dla swoich dzieci często mają bardzo słabe wspomnienia ze swoich szkół (potwierdzone rozmowami, nie specjalistycznymi badaniami). Dla mnie z kolei lata szkolne były czymś naprawdę przyjemnym. Do placówek chodziłam nie czegoś się nauczyć, ale spotkać ze znajomymi. Do teraz mam z niektórymi kontakt. Przerwy, wycieczki, praca w grupach, pierwsze miłości, intrygi, śmiech i zabawa – z tym kojarzę ten czas.
System edukacji w Polsce (delikatnie mówiąc) idealny nie jest. Można jednak po pierwsze – poszukać szkoły, która działa (mniej lub bardziej) inaczej. Po drugie – nasze (rodziców) podejście do ocen, uwag itp. Również ma znaczenie! Jeżeli chcę, żeby moje dziecko nie uczyło się tylko po to, żeby mieć same 5-tki, ale żeby zdobywać wiedzę to działam w domu. Niekoniecznie potrzebna jest edukacja domowa, żeby pokazać wartość nauki. Rozwijanie krytycznego myślenia dzieje się w czterech ścianach, niezależnie od wybranego systemu edukacji.
3. Plany a ich realizacja.
Przytłaczające jest planowanie, a potem zderzanie się z rzeczywistością. Godzenie potrzeb osób w różnym wieku. Mnie to zupełnie nie wychodziło. Albo starszaki zaopiekowane, a Junior marudzący, albo starszaki znudzone za to najmłodszy uśmiechnięty. Pewnie wychodzi tu jakaś moja nieudolność, ale krzyczące w mojej głowie „to nie tak miało być!” Było niesamowicie przytłaczające.
4. Tęsknota za dziećmi.
Nie wiem, jak wy, ale ja lubię moje dzieci bardziej, kiedy mogę za nimi czasami zatęsknić. W ogóle uważam, że krztyna tęsknoty w większości relacji międzyludzkich to zaleta. Można wtedy docenić tę drugą osobę. Przypomnieć sobie, dlaczego tak miło jest z nią spędzać czas.
Znajduję naprawdę mnóstwo przyjemności w byciu z dziećmi. Uwielbiam z nimi podróżować. Rozmowa ze starszakami to coraz ciekawsze doświadczenie. Uśmiech Juniora zwala z nóg. Sympatycznie jest patrzeć, jak z maluszków stają się coraz bardziej świadomymi siebie i świata istotami. To niewątpliwa zaleta edukacji domowej. Towarzyszenie. Jest to jednak zarazem bardzo duże obciążenie. Wszystko, co się dzieje – widzę. Może to mój brak umiejętności organizacji czasu dla siebie, może specyfika pracy męża, ale! Chociaż kocham moje dzieci nad życie, to miałam w tym roku sporo momentów, gdy chciałam kogoś (ich lub siebie) wystrzelić w kosmos.
Podsumowanie
Wniosek będzie prosty – nie ma jednej jedynej opcji, która jest dobra dla każdego. Czasami mimo najlepszych chęci i przygotowań okazuje się, że coś nie wychodzi. Przy wyborze edukacyjnej drogi dla dzieci dobrze jest też mieć dobrą świadomość siebie. Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że nadaję się do ED. Może dałam sobie to wmówić innym? Może sama bardzo chciałam w to wierzyć? A może musiałam się przekonać na własnej skórze, jak to jest, bo trudno jest w tej dziedzinie teoretyzować?
Milej by się żyło, gdyby rodzice dzieci w placówkach nie robili głupich komentarzy o alienacji dzieci uczących się w domu. Chociaż mnie takie uwagi nigdy nie spotkały, to jednak słyszałam, że sporo osób musi sobie z nimi dawać radę na codzień. Z drugiej strony – osoby uczące swoją młodzież poza systemem mogłyby przestać widzieć w drugiej stronie po prostu… kogoś gorszego.
Dajemy w tym roku szansę szkole podstawowej stacjonarnej i systemowej. Denerwuję się tym nowym rozdziałem, ale jednocześnie – nie mogę się doczekać. Nie wiem, co będę robić z samym Juniorem po kilka godzin dziennie, ale na pewno znajdziemy sobie coś ciekawego. Może wreszcie wybierzemy się na jakieś zajęcia dla maluchów w osiedlowym klubiku? Albo spędzimy więcej czasu czytając jego ukochane kartonowe książeczki (na które zawsze mamy za mało czasu, bo starszaki…)?
Czy mówię edukacji domowej zdecydowanie nie? Absolutnie! Kto wie, co przyniesie czas i życie… Dobrze jest być z dziećmi, jednak dobrze jest też być bez nich… Jestem otwarta 🙂 A tymczasem… czas zabierać się za robienie tyty (tutaj więcej o tym rogu obfitości, bo kiedyś z zaskoczeniem dowiedziałam się, że nie w całej Polsce pierwszoklasiści są obdarowywani tym dobrem. Nie ma to jak życie na Górnym Śląsku 😉 ).
P.S. Wiem, że tekst nie jest pozbawiony generalizacji. Niestety, tworząc ten wpis odnosiłam się do większości sytuacji, na które sama się natknęłam. Nie poruszyłam z kolei zdarzających się rzadziej, ale jednak obecnych (!!!), przykładów dobrej woli obu stron.
Świat bez rad
Nasze zasady ekranowe
Zobacz również
Jaki dom chcesz stworzyć?
12 września 2020
Miesiąc ze świętymi – maj
3 maja 2020
10 komentarzy
Asia
Idealnie podsumowałaś wszystkie moje obawy dotyczące edukacji domowej. Baaardzo bym chciała, ale niestety, to by mnie pokonało. Byłabym sfrustrowana. W moim przypadku dodałabym tylko jedno: ja lubię swoją prace zawodową.
Dzięki Basia za to, co napisałaś i za Twoja odwagę 🙂 trzymam kciuki za wrześniowe zmiany 🙂
Basia
Miło jest wiedzieć, że nie jestem sama w tym gronie (czasami można odnieść takie wrażenie scrollując media społecznościowe).
Dzięki za komentarz! Wszystkiego dobrego 🙂
Basia
Każdy musi rozeznawać swoją drogę i co dla rodziny najlepsze. Nic na siłę. Edukacja domowa wbrew temu co mówi internet nie jest dla każdego.
Przepraszam, ale nie wiem w jakim wieku masz dzieci, ale prowadząc ed nie wyobrażam sobie by dzieci nie korzystały z dodatkowych zajęć czy w domu kultury, szkole muzycznej. czy jakiejkolwiek innej formie. To wynika w wiekiem jakby naturalnie potrzeba kontaktu z innymi rówieśnikami.
Moja ostatnia refleksja jest taka, że ed zaczyna się od 4 klasy, wcześniej to takie przygotowanie do nauki, ale to taka moja refleksja z doświadczenia:)
powodzenia na nowej drodze! Będzie dobrze i ciekawie :))))
Basia
Zgadza się. W edukacji – jak w życiu ogólnie – nie ma jednych jedynych słusznych rozwiązań, które będą pasować każdemu.
Nasze dzieciaki są jeszcze małe. Syn zrobił w ED zerówkę, a skoro już ten etap mnie tak zmęczył to nie wyobrażam sobie, żeby to ciągnąć dalej 😉 Chodzą na zajęcia pozalekcyjne – syn na piłkę nożną, córka na balet. Nigdy jednak nie chciałam zasypać ich dodatkami bo potem okazuje się, że jest więcej dowożenia i pośpiechu niż gdyby chodzili do szkoły.
Tak, zgadzam się w 100%. Jeżeli chce się sprawdzić, czy ED w ogóle w danej rodzinie wchodzi w grę to dobrze sprawdzić się na tym wcześniejszym etapie. Później robi się zdecydowanie poważniej – i w szkole, i w domu 😉
Powodzenia dla Was!!! Dobrego nowego roku szkolnego 🙂
Ann
Ja trochę nie rozumiem, bo dla mnie zerówka to jest czas normalnej zabawy. Bez ślęczenia nad nauką, edukowania intencjonalnego itd. Nie ma egzaminu, nie ma wymagań, a to, co uczeń pierwszej klasy powinien mieć opanowane na wstępie, to najczęściej zwykle życiowe kwestie i wiedza podstawowa nabywana „przy okazji” 🤔
Basia
A jednak… Ja lubię działać według planu – nawet w zerówce czasami chce się coś zaplanować, chociażby jakąś bardziej kreatywną zabawę ze sztuką. Kiedy nie ma współpracy raz, drugi, trzeci to się frustruję. Po drugie – widziałam bardzo wyraźnie, że mojemu synkowi potrzebny jest kontakt z innymi, a treningi, chociaż 4 razy w tygodniu, nie wystarczają. Skoro na tym etapie w pewnym momencie było we mnie więcej niezadowolenia niż zabawy to później chyba lepiej by nie było. Edukacja domowa jest świetna – jednak nie dla każdego. Już nawet na tym początkowym etapie można wyłapać, czy jest się bardziej na tak, czy na nie 🙂
Anastazja
Dziękuję Ci za ten wpis.
Basia
Dziękuję Ci za ten komentarz 🙂
Kwiatek
Też zależy od tego czy rodzinę stać na utrzymanie się z jednej pensji bo wiadomo,że to oznacza rezygnacja z prcy jednego z rodziców.
Basia
Oczywiście! Chociaż w wielu informacjach na temat ED znalazłam twierdzenie, że praca zawodowa rodziców, zwłaszcza na późniejszym etapie edukacji dzieci, nie jest przeszkodą. Z drugiej strony – nie wyobrażam sobie, żeby młody człowiek (niezależnie od wieku) spędzał większość dnia w domu sam.