To tylko gadanie…
… a może aż rozmowa?
Wydaje mi się, że rodzice (a może ogólnie ludzie zachodu?) XXI w. nie doceniają wagi prostych rzeczy. Chcemy robić z dziećmi więcej, niż nasi rodzice. Doktoryzujemy się z witamin, zabaw rozwojowych, chodzimy do miliona specjalistów żeby złapać właściwe diagnozy. Szukamy odpowiedzi na mnóstwo „dlaczego?” Więcej! Co chwilę dopisujemy nowe kwestie, o których dowiedzieliśmy się od koleżanki, na placu zabaw czy z internetu. Do listy praca-dom dodają się wtedy wizyty na terapii jednej i drugiej, kontrole u specjalisty X i Y. Przyjeżdżamy do domu i nie mamy siły…
Gdyby tak chociaż na chwilę zwolnić?
Świat idzie naprzód. Wiemy więcej o rozwoju mózgu dzieci. Wiele tych określanych w moich czasach za „niegrzeczne” teraz, z właściwym rozpoznaniem, mogłoby z pewnością rozwinąć skrzydła. To dobrze, że chcemy maluchom pomóc. Bawić się w sposób, który rozwijać będzie ich umiejętności i zdolności. Baczniej się przyglądać, czy są w nich jakieś talenty, które warto otoczyć szczególną opieką od najmłodszych lat. Pozostaje jednak pytanie, czy to jest najważniejsze?
„To, co się osiąga ze zbytnim pośpiechem zazwyczaj nie jest trwałe. I nie tylko, jest także przyczyną upadku.”
— św. Ignacy Loyola
Bolączką dzisiejszych czasów jest pośpiech. Ja też ciągle gdzieś biegam, zwłaszcza po przywiezieniu dzieci ze szkoły. Mój mały piłkarz ma treningi cztery razy w tygodniu, córka również wybrała sobie wymarzone zajęcia dodatkowe. Nie chcę i nie odbieram im możliwości poszukiwania swojej drogi. Z drugiej strony – widzę ogromną potrzebę odpoczynku i wyciszenia. Co więc staram się robić? Czy wymyślam jakieś wydumane aktywności na czas dojazdów? Może planuję z rozkładem godzinowym wartościowy czas w domu?
Skupiam się na małych rzeczach.
Bazą naszego wspólnego rodzinnego czasu są posiłki. Śniadania zawsze jemy razem (ja uczestniczę też w obiedzie i kolacji). Co się wtedy dzieje? Pozornie nic wielkiego. Wysłuchujemy narzekań dzieci, że o rany! Niesmaczne śniadanie, nie chcę dzisiaj nigdzie iść, na dworze gorąco, a mundurek przewiduje tylko długie spodnie. Informujemy o planie dnia, jadłospisie i innych rzeczach organizacyjnych, ale przede wszystkim… rozmawiamy.
O czym można rozmawiać z dziećmi przy stole? To zależy od rodziny, ale z grubsza napiszę, że o wszystkim. O meczu, który się odbył. Marzeniach, które narodziły się po zobaczeniu bajki. Wynalazkach, które by stworzyły żeby szybciej pokonać korki na drogach. Alternatywnych imionach dla lalek. Można wymienić się refleksjami po właśnie przeczytanej książce. Opowiedzieć swój sen… Warto nie ograniczać się do organizacyjnego przemówienia rodem z korporacji 😉
Dobre rozmowy podstawą relacji.
Najwygodniejsze w rodzinnych pogawędkach jest to, że nie trzeba się do nich przygotowywać. Trzeba się na nie po prostu otworzyć. Nikt nie wymaga tworzenia szczególnego „klimatu rozmowy”. Dialog się zwyczajnie dzieje, wystarczy nie przeszkadzać. W drodze do szkoły, czy na trening. Podczas zakupów i na spacerze. Rozmawiać można wszędzie. Niestety, bardzo często mnóstwo osób z tego nie korzysta.
„Wiemy, że to, co robimy, jest ledwie kroplą wody w oceanie. Ale bez tej kropli ocean byłby mniejszy.”
— św. Matka Teresa z Kalkuty
Telefony komórkowe z dostępem do internetu. Miały ułatwiać kontakty międzyludzkie na odległość. Tak naprawdę coraz częściej zabierają to, co jest istotnego TUTAJ na rzecz bardzo nieistotnego i oddalonego TAM. Zamiast konwersacji – podcast, scrollowanie albo granie. Przesadzam? Wystarczy usiąść w jakiejkolwiek kawiarni czy restauracji. Coraz rzadziej zdarzają się stoliki przy których nikt przez cały czas trwania spotkania nie wyciąga telefonu. Biję się tutaj w pierś. Ja też tak robię! Chociaż staram się bardzo nad tym panować.
Jak zacząć?
Wystarczy wyłączyć rozpraszacze. Ciszej puszczona muzyka, dobre pytanie początkowe i… płyniemy 🙂 Nie zawsze to będzie wspaniałe i jakościowe doświadczenie. Do tanga trzeba dwojga. Nie jest jednak tak, że dwie strony nigdy się nie zgrają. Dorosły, wydaje mi się, powinien być bardziej czujny w tej kwestii. Obiecuję sobie, że zawsze będę odkładać czynności wymagające skupienia na bok, gdy dorastający młody człowiek będzie wydawać się być chętny na coś więcej niż „nie, tak, ok.”.
„Tam, gdzie zmierza rodzina, zmierza też naród i cały świat.”
— św. Jan Paweł II
Rozmowa to wymiana myśli. Poznawanie siebie i innych. Mówiąc dzielimy się tym, co w nas jednocześnie poddając analizie swoje myśli i czyny. Uczymy się równocześnie tego, że ktoś obok może mieć zupełnie inaczej i to też jest w porządku. Tak bardzo brakuje w debatach publicznych umiejętności konstruktywnej krytyki, czasami – zwyczajnej kultury. Wszystkie te cechy wynosi się z domu. Możemy je współtworzyć. Trzeba tylko (a może aż?) włączyć się na drugiego człowieka. Zamiast przesłuchiwać – dać przestrzeń na najbardziej nawet abstrakcyjne tematy dziecięce. Wysłuchać. Być życzliwym. Uśmiechnąć się.
Czasami naprawdę niewiele trzeba, żeby budować więź. Proste środki – dobre rezultaty. W końcu z dorastającą młodzieżą nie będę bawić się Lego czy modeliną. Mam jednak nadzieję, że zawsze będą wiedzieć, że z mamą można pogadać – o małych i wielkich rzeczach.
Potęga obecności
Czy wiesz dokąd idziesz?
Zobacz również
Adwent ze świętymi – kalendarz adwentowy
23 listopada 2020
Mój synku
14 września 2021