Zanim przyjdzie wrzesień
Odkąd mam dzieci, 1 września to dla mnie trochę taki letnio-jesienny nowy rok. Czuję powiew nowego nawet bardziej niż w styczniu. Nowe plany lekcji, rozkład zajęć dodatkowych, początek logistyki dojazdowej… Zdecydowanie więcej nowości niż po Sylwestrze, kiedy tak naprawdę jedyną zmianą jest rok w kalendarzu.
Początki bywają chaotyczne, nie ma sensu pisać, że jest inaczej. Bywa, że samo spojrzenie na tygodniowy rozkład jazdy wywołuje natychmiastowy skok ciśnienia. Dlatego staram się, żeby ostatni tydzień sierpnia mnie wyciszył. Po to, żeby wybuchy we wrześniu nie zaczynały się od poziomu +50, ale startowały od bezpiecznego zera.
Jak przygotować się do września?
Mój plan jest prosty.
Po pierwsze – mniej telefonu
Osoby obserwujące mnie od dłuższego czasu zapewne nie zdziwią się, że punktem numer jeden jest wyłączenie się z mediów społecznościowych. Rzadko w nich bywam, mój profil powoli zamiera, ale czy to ważne? Lubię to, co tworzę. Czy chciałabym mieć więcej obserwujących? Oczywiście! Tylko nie za wszelką cenę. Nie chcę robić z tego profilu mojego zajęcia na pełen etat. Dość jest w sieci mam reklamujących się jako mamy na pełen etat, które jednocześnie na pełen etat działają w mediach społecznościowych. Nie chcę oszukiwać siebie i innych. Nie chcę żonglować rolami.
Jak będzie wyglądał mój cyfrowy detoks?
- Godzina po wstaniu i godzina przed pójściem spać to strefy absolutnego zakazu używania telefonu.
- Audyt czasu spędzanego w telefonie i zmniejszenie go (jeszcze) bardziej. Mój limit na media społecznościowe w tygodniu to 30 minut. Ostatni tydzień sierpnia to będzie 15 minut. I wiecie co? I tak sprawdzę to, co mnie naprawdę interesuje.
- Zakaz używania telefonu poza pokojem dziennym. To może się wydawać dziwne, ale zauważyłam, że najczęściej korzystam z telefonu w kuchni. Skoro chcę jak najrzadziej klikać bezwiednie w ekran muszę go stamtąd wyprowadzić. Od wielu miesięcy mam zasadę, że nie używam telefonu, gdy jestem z moimi dziećmi. Z nimi najczęściej przemierzamy szlak pokój dzienny-ogród. Dlatego zostawienie sobie możliwości przeglądania smartfona właśnie tam, niemal do zera ogranicza bezmyślne scrollowanie w ciągu dnia.
Po drugie – więcej Słowa
Oprócz niemal zupełnego wylogowania się zamierzam jak najwięcej czasu spędzać z Pismem Świętym. Bóg ma moc. Jego Słowo potrafi zmienić dzień. To nie jest jakaś tam książka. To lektura, która dodaje sił, gdy jest ciężko. Zajmuje czas, gdy nachodzą mnie stresy, lęki czy inne myśli, które niekoniecznie wprowadzają w mojej głowie błogostan. To pokarm dla duszy. Czy mam jakiś plan czytań? Tym razem nie. Po przestudiowaniu z @ubogacona Listu św. Jakuba na pewno wrócę do jego lektury, bo prawdziwie umacnia serca. Na pewno nie zaniedbam codziennego czytania Ewangelii.
Zamiast telefonu do kuchni zamierzam wprowadzić Pismo Święte i otwierać je tak często, jak tylko będę mogła. Jestem pewna, że dzięki temu Bóg da mi chociaż trochę więcej cierpliwości.
Po trzecie – sen
Ostatnią zmianą jest powolne przyzwyczajanie siebie do nowego rytmu dnia. W związku z tym planuję po prostu wcześniej kłaść się spać. Wakacje rządzą się innymi prawami. Dzieciaki mają większą swobodę w wyborze godziny snu, my również dajemy sobie w tej przestrzeni spory luz. W końcu nie trzeba zrywać się o świcie, żeby przygotować śniadaniówki i zbudzić młodzież do szkoły. Mój mąż zaczyna pracę dopiero o 9:00 więc naprawdę możemy poleniuchować, gdy nie goni nas dzwonek na lekcje.
To będzie wyzwanie.
Zawsze łatwiej mi się tutaj pisze, niż realizuje zamierzenia. Planowanie przychodzi mi niemal intuicyjnie. Wykonanie – tu zaczynają się schody. Zawsze powtarzam, że nic, co wartościowe nie przychodzi łatwo. Złamać przyzwyczajenia (nawet jeżeli to tylko tydzień!) nie jest łatwo. Codzienne przezwyciężanie siebie kosztuje. Jednak wiem, że warto. Chcę być podporą dla moich dzieci, gdy ruszą po wakacjach w szkolną rzeczywistość. Nie będę nią, jeżeli sama wejdę w nią rozdygotana i z chaosem w głowie. Żeby mądrze przeprowadzić dzieciaki, sama muszę zacząć wcześniej.
Czy to plan uniwersalny? Z pewnością nie. Jesteśmy różni i nie ma chyba na świecie rozwiązania (zwłaszcza w kwestii wiary, wychowania dzieci, czy prowadzenia domu), które pasowałoby wszędzie i do każdej rodziny.
Wydaje mi się jednak, że warto wykorzystać ten ostatni tydzień wakacji mądrze. Zwłaszcza jeżeli wrzesień oznacza konieczność opracowania nowej rutyny. Inwestycja w siebie, rozpracowanie tego, co boli i przeszkadza najbardziej, a następnie eliminacja nawet jednego stresora może zdziałać cuda.
Przywilejem i jednocześnie krzyżem każdej mamy jest narzucanie atmosfery całemu domowi. Żeby 1 wrzesień mógł być przywitany (w miarę) spokojnie – warto zainwestować trochę czasu w przygotowania. Nie tylko szkolnej wyprawki, ale też siebie.
Perspektywa łoża śmierci
Zobacz również
WDZIĘCZNOŚĆ – chwilowa moda czy droga do prawdziwego życia
14 stycznia 2020
Owsianka nocna na kilka sposobów
28 września 2023